![]() |
sorry ze tak długo xPhuhu nareszcie new ej i tak chyba niekt tegonie czyta nie? ;D mrau macie: „Czasami chciałbym od tego uciec. Zostawić to wszystko gdzieś za sobą. Zapomnieć, że ludzie mi bliscy cierpią. I pewnie już dawno bym to zrobiła, gdyby nie fakt, że miłość mi na to nie pozwala. Na dodatek wciąż mam w sobie nadzieje, ze pewnego dnia wszystko przybierze dawne barwy. A wtedy jak zwykle zostanę obudzona pocałunkiem ukochanego, zjem z nim wspólne śniadanie… Świeże bułki, płatki, sok pomarańczowy… I będziemy szczęśliwi, tak jak kiedyś…” -Eh… Ja w to naprawdę wierze… - szepnęła dziewczyna na głos do siebie. Stała na dworze znowu w tym samym swetrze. Złoty liść przypalany brązem na bokach oderwał się od gałęzi i powoli, niesiony wiatrem, osiadł u stóp brunetki. -Jesień idzie – powiedział Tom stając obok Jennifer. -W tym roku, będzie piękna złota jesień – stwierdziła brunetka. -Ty dobrze wesz, że już lepiej nie będzie. Nie oszukujmy się. Dzisiejszy incydent tylko to potwierdza – zagaił Kaulitz. -Ja się nie oszukuje. Ale nadal mam w sobie nadzieje… -Dziewczyno, to nie jest już ten sam człowiek którego poznałaś trzy lata temu. Bill tak bardzo się zmienił… To już nie ta sama osoba którą pokochałaś. -To prawda. On się zmienił, ale moja miłość pozostała taka sama, jak pierwszego dnia, gdy zobaczyłam go pośród tłumów ludzi. -Jak to łatwo sobie wmówić że będzie dobrze – stwierdził chłopak i ciągnął dalej: -Zostaw go. Nie marnuj sobie życia. Ja sobie z nim poradzę, w końcu to mój brat… A ty odejdź. Znajdź innego faceta, który na ciebie zasługuje i bądź szczęśliwa. -Żeby to wszystko takie proste było… Nie mogę go opuścić tylko dlatego, ze jest chory. Takiej zasady w kodeksie miłości nie ma – zauważyła brunetka i wzruszyła ramionami. Milcząc patrzyli jak słońce chowa się za gałęziami drzew. Czerwony talerz leniwie opadał w dół. -Ciekawe czy zima będzie mroźna – bąknęła Jen i uśmiechnęła się do Toma, który rzucił jej wymowne spojrzenie.
„Właśnie wracamy z kliniki. W sumie nic ciekawego. Strasznie dużo tam zamieszania, tłumaczenie, pytań i odpowiedzi… Bill musiał tam zostać. Przydzielili mu taki mały pokoik, normalnie wyglądający jak cela. Aż ciarki po plecach chodziły. Lekarze i terapeucie pytali o wszystko, normalnie o takie rzeczy, które jak dla mnie nie mają związku z uzależnieniem mojego brata, ale cóż. Dowiedzieliśmy się tylko tyle, że to „Drugie życie”, to jakiś nowy narkotyk i doktorzy niewiele o nim wiedzą, ale zaczną prowadzić badania i spróbują pomóc mojemu bratu. Z Jen żyjemy tylko dlatego, ze nadzieja jeszcze trzyma nas przy życiu i pozwala patrzeć w przyszłość.” -Jutro go odwiedzimy? – zapytał Kaulitz. -Musimy. Przecież gdyby on tam wciąż sam siedział w tych czterech ścianach to by zwariował już kompletnie. Dobrze, ze przynajmniej rozumie, że musi się leczyć i nie stawia oporów – powiedziała Jenny rozpakowywując siatki z zakupami. -Opory zacznie stawać, jak mu zabraknie „drugiego życia” – odparł Tom ironicznie. -Oj przestań. Będzie dobrze. Wyjdzie z tego i już. Co chcesz na kolacje?
I tak mijały kolejne dni i tygodnie. Jak wspominała Jenny, nastała piękna złota jesień. Ulice mieniły się barwami liści od bordowego, po platynowe złoto. Jennifer razem z Tomem codziennie przesiadywali z Billem całe dnie. Szło mu całkiem dobrze, dopóki nie nadszedł kryzys. Nawet pobił jednego z terapeutów, tak bardzo nałóg dał mu się we znaki… Ale wszystko co złe, zaczęło przemijać. Powoli, lekarze wiedzieli o narkotyku coraz więcej, coraz lepiej mogli pomagać ciemnowłosemu. Walka o jego wolność toczyła się każdego dnia, każdej minuty i sekundy. Pomimo swojego stanu depresyjnego, chłopak radził sobie. Wiedział że musi wyzdrowieć. Widział, ze ma dla kogo. Niestety musiał zaprzestać zażywania leków antylekowych, bo połączenie tego z „drugim życiem” mogłoby stworzyć śmiertelną mieszankę. Z trudem, ale sytuacja zaczęła się stabilizować. Pewnego dnia, starszy Kaulitz wrócił z rozmowy z doktorem podejrzanie uśmiechnięty od ucha do ucha. -No bracie – usiadł na białym łóżku i poklepał Billa po łopatce. -Jutro do domu wracasz! Czekoladowe oczy chłopaka błysnęły w przypływie szczęścia. -Jutro? – zapytał dla pewności. Nie chciał się rozczarować, ani robić złudnych nadziei. -Tak powiedział lekarz – pokiwał twierdząco głową bliźniak. -Cieszę się – powiedziała z entuzjazmem Jenny i objęła Kaulitza. -Ja też – szepnął jej ukochany i chciał ją pocałować, lecz jego wcześniejszy stan i rzeczy które zrobił odcisnęły piętno. W dziewczynie zrodził się malutki strach przed Kaulitzem, który powoli zaczął usychać. Odwróciła głowę, tak, by usta chłopaka trafiły w jej policzek. Dobrze, ze nikt nie zauważył tej drobnej ucieczki… Następnego dnia już wszyscy, we trojkę byli razem w domu i siedzieli w salonie. Nadzieje wypełniły się. Wszystko się zmieniło… Dom nabrał kolorów, ponownie rozbrzmiewał śmiechami. Niepisana zasada powróciła… Cały wieczór spędzili przy butelce wina rozmawiając i żartując. Nic nie wskazywało na sytuacje, która jeszcze dzisiaj miał stłamsić wszystkie piękne myśli i wizje. Było już późno w nocy. Jen usnęła na kanapie zmęczona dzisiejszym dniem i drażnieniami, które przyniósł. Bliźniacy siedzieli jeszcze trochę gadając o niczym. W pewniej chwili Tom ziewnął przeciągle. -No, ja chyba pójdę już spać… - przetarł zmęczone oczy. -Idź, idź braciszku. A ja ją zniosę zaraz do góry – uśmiechnął się Bill i czule spojrzał na dziewczynę. -To dobranoc – rzekł Tom i poszedł do swojego pokoju. Ciemnowłosy, wcale nie miał zamiaru zanieść Jenny do łóżka, ani też nie miał zamiaru spać. Pogasił wszystkie światła i usiadł naprzeciwko dziewczyny. Wbił swój przerażający wzrok w jej twarz. Nie ruszał się, nie wydawał żadnego dźwięku. Jak w transie, zahipnotyzowany kolorowym szkiełkiem siedział i przyglądał się ukochanej. Minęły ze dwie godziny, kiedy Jennifer nagle się ocknęła. Powoli otworzyła oczy i skamieniała. Wokół było zupełnie ciemno, ale czuła, ze jego twarz jest obok. Wpatrywała się ze strachem w czarną otchłań przed jej oczyma. Wyobrażała sobie te dwie lodowate kulki patrzące z żądzą śmierci. Poczuła jak jej dłonie zaczynają się trząść. Nawet nie miała jak uciec. Coraz mocniej przytulała się plecami do kanapy a usta jej drżały niemiłosiernie. Ale on był coraz bliżej… Przerażenie rosło i rozsadzało jej narządy w srodku. Oddychała nierównomiernie, a ogółem mówiąc nie mogła złapać tchu. Strach dusił ją. Strach przed ciemnowłosym. Tak jak zrodził się w niej kilka tygodni temu i był niewielkich rozmiarów, tak teraz urósł i chciał rozedrzeć jej klatkę piersiową. Chociaż wokół było ciemno, w jej głowie rozgrywały się sceny budzące dreszcze. Łzy napłynęły jej do oczu i powolutku zaczęły przedzierać się na wolność. W końcu małe, srebrne łezki wypłynęły na jej policzek. -Dlaczego płaczesz? – spytał Bill. Niespodziewanie, znikąd pojawiła się jego dłoń, która brutalnie wytarła łzy. To jeszcze bardziej spotęgowało strach w dziewczynie. Zawyła cicho i jak oparzona podskoczyła. Przeszła przez oparcie kanapy i po omacku pobiegła do kuchni. Tam zapaliła światło i upadła na ziemie. Obok niej stał Kaulitz. -Zostaw mnie! – krzyknęła. -Odejdź! – wrzeszczała, i machała rękami, jakby próbowała odgonić od siebie złego ducha, który wciąż ją nawiedza i nie pozwala spokojnie żyć. Wciąż patrząc na bliźniaka wstała z podłogi oparła się o blat. A on, niewzruszony nadal patrzył na nią tym swoim morderczym wzrokiem. I znowu nie mrugał oczami… Słabe światło padające na twarz Kaulitza sprawiało wrażenie, ze chłopak jest postacią stworzoną tylko z koloru czerni i szarości. Jego ciemne oczy rozświetlał blask żarówki, a to powodowało, ze był jeszcze mroczniejszy. Czarne włosy wokół jego twarzy wiły się jak węże gotowe zabić. Nie myśląc trzeźwo, brunetka chwyciła pudełko z tabletkami uspokajającymi i wzięła ich garść. Rece odmawiały jej posłuszeństwa i tak drżały, ze większość pigułek wypadła z dłoni i potoczyła się po ziemi. -Nie patrz tak… - szepnęła gdy połknęła trzy tabletki. -Proszę… - dodała, gdy poczuła, ze kolejne łzy zbierają się pod powiekami. Przeraźliwy śmiech Billa odbił się od ścian i trafił do uszu dziewczyny. Nie była to pogodna melodia, która koiła zmysły, lecz przeraźliwy śmiech szaleńca. Ciarki przeszły po plecach Jen. -Jesteś potworem – szepnęła i wykazując się wielka odwagą przeszła obok ciemnowłosego. Prawie upadła, gdy przechodząc jego śmiech jeszcze głębiej trafił do jej uszu i pędem pobiegła w stronę schodów. Oddalała się od źródła psychopatycznego głosu ukochanego, lecz w jej głowie nadal rozbrzmiewał chichot, który doprowadzał do szału. Zamknęła się w łazience na cztery spusty i przesiedziała tam resztę nocy, wciąż przypominając sobie straszne chwile, które przeżyła w salonie.
Wczesnym rankiem, Tom poderwał się z łóżka. Chciał jak najszybciej pozałatwiać sprawy w Internecie i móc już swobodnie cieszyć się nowym, pięknym dniem. Przeciągnął się parę razy, jak wybrudzony kot i usiadł do sprzętu. -No, szybko mi poszło – stwierdził po jakimś czasie. Wyłączył komputer, a w monitorze odbiła się postać jego brata, stojąca tuż za nim. Drediarz zdziwił się. „Przecież usłyszałbym skrzyp podłogi i szczęk klamki…” – pomyślał trochę nerwowo. -Co byś chciał? – zapytał pogodnie i odwrócił się do brata z uśmiechem. -Zabić cię – odrzekł zimno bliźniak i groźnie spojrzał na starszego Kaulitza. -Co?! – Toma zamurowało. Wystraszył się i podniósł powoli z krzesła. Jednym szybkim ruchem złapał brata za gardło i ścisnął je. -Znowu się naćpałeś? Gdzie jest Jenny? Co jej bydlaku zrobiłeś? – sapał przez zaciśnięte żeby, lecz to nie robiło większego wrażenia na Billu. Wzruszył obojętnie ramionami, a potem uśmiechnął się. Rozwścieczony Tom, z wymalowanym strachem na twarzy potrzasnął bratem jak kukiełką. -Co ty robisz?! Puść mnie! – wrzasnął nagle Bill. -Gadaj gdzie jest Jen? – spytał Tom. Zauważył zmianę w spojrzeniu brata. Było jakieś inne… -Nie wiem! Puszczaj! – ciemnowłosy wyrwał się bliźniakowi i spojrzał na niego z wyrzutem. -Sorry – odchrząknął starszy Kaulitz i nagle go oświeciło. -Zostań tu i nigdzie się nie ruszaj! – wrzasnął i trzasnął za sobą drzwiami. Poszedł do sypialni obok i zawołał: -Jennifer, gdzie jesteś? -Tom, to ty..? – usłyszał słaby głos dochodzący z łazienki. -Tak. Kluczyk przekręcił się, a łazienki wypadła brunetka prosto w objęcie Kaulitza. -Co się stało? – zapytał i pogładził brązowe fale. -Nic… - szepnęła dziewczyna i wtulił się na chwile w jego ramie. -Coś ci zrobił? – dociekał zdenerwowany chłopak. -Nie, nic – „No, dość już tych czułości” – stwierdziła Jenny i oderwała się od bliźniaka. -Na pewno? Blada jesteś… - Tom przyłożył dłoń do czoła brunetki, sprawdzając czy nie ma temperatury. -Jest okay… - skwitowała. -Cos ode mnie chciałeś? – odgoniła wspomnienia zeszłej nocy i zagaiła rozmowę. -Tak… Domyśliłem się, co się w tym cholernym domu dzieje. Dziewczyna ze znakiem zapytania w oczach spojrzała na Dredziarza. -Pamiętasz jak lekarz mówił o „drugim życiu”, że powoduje silne halucynacje, czasem schizofrenie, a nawet rozdwojenie jaźni? -Pamiętam. -Wiesz, ze ten narkotyk wpływa na tę cześć mózgu, która właśnie zajmuje się takimi rzeczami. Nie masz czasem wrażenia, że Bill w jednej sekundzie potrafi… -…być taki jak kiedyś, a już chwilę potem chce cię zabić – dokończyła Jennifer wpatrując się martwo w książkę, której nadal nie przeczytała i nadal nie wiedziała kto jest ojcem dziecka Lizy. -Dokładnie. Najlepiej to można zauważyć w jego oczach… Nie myślisz, ze to może być... -Rozdwojenie jaźni? – zapytała brunetka. -Właśnie… A to znaczy, że mój brat, czasem robi jakieś rzeczy wbrew sobie. Jest świadomy swoich czynów, ale nie ma nad nimi kontroli. Bo tak jakby, właśnie wtedy ta druga osoba przejmuje nad nim panowanie… Zaskoczona Jenny usiadła na łóżku. To wszystko wydawało się być jej książką. Miała trochę suchych faktów, ale nic nie układało się w całość. Brakowało jej pewnych elementów… -To znaczy, ze gdy chciał mnie zgwałcić, nie był sobą? -Tak… Niestety, tak to działa. -I co teraz? -No… Przede wszystkim trzeba mu to uświadomić… - Tom podrapał się po głowie w geście zmieszania. -Ty to zrobisz. Bo ja nie mam serca – stwierdziła dziewczyna. mrr;* honda-th 2008-03-22 16:15:46 skomentuj to co napisały Honda i Zozol...:) ( a już jest (4) komentów ) |