![]() |
huhukolejna część xD miau -Ah jak przyjemnie… - powiedziała Jen spacerując pomiędzy kolorowymi drzewami, wdychając świeże powietrze. Nazbierała już całkiem spory bukiet liści mieniących się każda barwą. Brakowało jej tylko ciemnej czerwieni… Chodząc od drzewa do drzewa, próbowała znaleźć liść odpowiadający jej wymaganiom. W końcu go dojrzała. Leżał na ławce, która stała zaraz pod wielkim klonem. -No pięknie – uśmiechnęła się do siebie, spoczęła na ławeczce i zaczęła oglądać swoje okazy w bukieciku. Musiała uciec od tego wszystkiego, choćby na chwile. Przyroda pozwalała jej na to. Koiła jej zmysły i cieszyła oczy uroczymi widokami… Powiał chłodniejszy wiatr. Rozrzucił poukładane włosy dziewczyny. Jen poprawiły kosmyki i ubrała swój ukochany czerwony sweter który miała przy sobie. -A miałam cię wyrzucić… I widzisz? Wole ciebie, niż jakiś nowy śmierdzący sweter z przeceny – powiedziała do ciuchu z czułością. -Jeszcze trochę, a okaże się, ze ubiorę cię do mojej własnej trumny! – zaśmiała się. -No dobra, chyba czas wreszcie zrozumieć ta głupią książkę… Po godzinie czytania, Jenny stwierdziła, ze wie nie za wiele więcej. Liza miała siostrę Mary, która zaginęła dawno temu, a teraz się odnalazła. Akcja stawała się coraz bardziej zagmatwana. „A kto jest ojcem dziecka?” – to pytanie nadal dręczyło brunetkę. „Chyba dzisiaj już nie dowiem się niczego więcej…”. Oderwała wzrok od książki i ponownie wsłuchała się w szept roślin i zwierząt. Niespodziewanie jakiś zagubiony listek zawirował w powietrzu i spadł na ławkę, obok Jennifer. -Chcesz należeć do mojej kolekcji? – zapytała. Przyjrzała się liściowi. Był jednym z najładniejszych jakie dzisiaj widziała. Mógłby zostać królem jesieni, ponieważ był przyodziany w każdą z barw. Złoto-żółto-czerwono-bordowo-brązowy płaszcz z zielonym ogonkiem. -Aleś ty ładniutki… - szepnęła dziewczyna i dołączyła okaz do swojego bukietu. Wstała z ławeczki i powolutku ruszyła dalej… „Muszę naładować baterie, przed kolejnymi zmaganiami…Bo to dopiero początek. Happy end byłby zbyt prosty i zbyt naiwny. Nie mogę myśleć o sobie. Bill mnie potrzebuje…” – powtarzała sobie brunetka i nawet nie zauważyła, kiedy doszła do opuszczonego cmentarza. -Ale się zapuściłam – zauważyła. Mnóstwo metrów kwadratowych, zapełnionych kamiennymi nagrobkami porośniętymi przez mech. Gdzie nie gdzie szarych tablic już nie było, bo rozpadły się z wiekiem. Na nielicznych grobach paliły się znicze. Można je było policzyć na palcach u jednej ręki, ale jednak… Malutkie płomyczki migotały różnymi kolorami, w zależności od barwy znicza. Niestety, kwiatów było brak, a jeżeli już jakieś leżały, to jedynie uschnięte gałęzie, powyginane z braku wody. -Jakoś tu smutno… - powiedziała Jen sama do siebie, lecz wtedy usłyszała śpiew ptaków. -Chociaż… - zastanowiła się. Przeróżne, opierzone stworzonka, swoim śpiewem umilały nieskończony czas nieboszczyków. Niektóre ptaszki siadały na starych i zniszczonych tablicach, na swój jedyny sposób odmawiały litanie za dusze umarłych. -Też tu kiedyś trafię – westchnęła Jenny i powędrowała w stronę domu. „Ciekawe, czy już jest po rozmowie… Musze zdusić ten głupi strach…”. Rozmyślając szła do domu przez kolorowy las dzierżąc w dłoni swój bukiecik, z pięknie przy odzianym księciem na samym szczycie. W domu zastała cisze, jak zwykle. Na stole leżała kartka. -„Pojechałem do miasta, wrócę za godzinę. Rozmawiałem z Billem, wszystko zrozumiał. Jest całkiem dobrze” - przeczytała na głos. Odetchnęła z ulgą… Poszła do kuchni i wygrzebała jakiś oryginalny wazon z szafki. -Ten chyba dostaliśmy jak razem zamieszkaliśmy na stałe – bąknęła i przypomniała sobie, ze rzeczywiście tak było. Mama Billa chciała im sprawić jakąś niespodziankę… Jen nalała do niego zimnej wody i wstawiła liście. -No – powiedziała z duma, gdy postawiła wazonik na stole w jadalni. Pozbierała rozsypane tabletki uspakajające. Kilka razy przeszły ja ciarki, lecz uspokojona przyrodą, nie pozwoliła strachu się rozprzestrzeniać. Wstawiła obiad z wczoraj do mikrofali i poszła do góry się przebrać. Na piętrze znowu stanęła przed zamkniętymi drzwiami. Znowu się zawahała…. „No Billuś, co tym razem dla mnie przygotowałeś?” – spytała sama siebie i nacisnęła klamkę. Chłopaka nie było, lecz drzwi od łazienki były uchylone. Jenny weszła tam i wtedy zrozumiała, ze to kolejna próba… Bliźniak leżał w ubraniu w wannie pełnej wody. Był cały mokry, biały jak ściana i trząsł się jak na Syberii, z czego dziewczyna wywnioskowała, ze leży w zimnej wodzie. -Bill – szepnęła i wsadziła ręce do wanny. Woda naprawdę była lodowata. Gęsia skórka wystąpiła na ciele brunetki. Całą siłę która miała, wytężyła i podniosła chłopaka z wanny. Jego ubrania były nasączone cieczą co sprawiało, ze był dwa razy cięższy. Zatoczyła się na nogach z bliźniakiem na rękach. Powoli posadziła go na Ziemii. Chłopak kompletnie nie kontaktował, jego organizm był strasznie wychłodzony… Szczękał jedynie zębami i nie mógł się ruszyć w jakikolwiek sposób. -Ppp… rzepp… raasza.. mm… - wydukał, między kolejnymi szczęknięciami zębów. Jennifer zaczęła go rozbierać. Szło jej to bardzo szybko. Bo chociaż była wręcz obojętna na to co się stało, to z sercem na ramieniu pomagała chłopakowi. Gdy już siedział w samych bokserkach opatuliła go wszystkimi ręcznikami jakie były w szafce. -Kochanie, nie rób tak więcej – tłumaczyła jak małemu dziecku a potem wytarła mu twarz i osuszyła włosy. -Doo.. brze.. e.. – chłopak pokiwał głową. Cały drżał. Jenny pomogła mu wstać i zaprowadziła do łóżka. Bliźniak ułożył się pod kołdrą. -Zaraz przyniosę koce – rzuciła dziewczyna i już chciała pobiec, kiedy Bill szepnął: -Masszzz.. jee.. sszczze to… - wyjąkał i podał jej trzy opakowanie tabletek. -Ah... – Jen az wzdrygnęła się na sama myśl, co by było, gdyby później wróciła ze spaceru. Odetchnęła głęboko. „Myśl i opanuj się. Najważniejsze że żyje.” – mówiła sobie w głowie. Przyniosła wszystkie koce jakie były w domu i jeszcze kołdrę z łóżka Toma. Tak owinęła tym wszystkim Kaulitza, ze ledwo co było go widać pośród pierzyn. -Jeszcze termofor i ciepłą herbatę – mruknęła do siebie i pobiegła na dół. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak bardzo boi się o ukochanego. „Czy to ostatni już jego wybryk? Czy może dopiero drugi, lecz jeszcze nie ostatni?” W takich sytuacjach potrafiła zachować zimna krew, lecz przychodziło jej to bardzo trudno… A teraz dodatkowo, nadal gniótł ja strach. Woda gotowała się niemiłosiernie długo. Brunetka słyszała, jak Kaulitz kaszle. -Jeszcze aspiryna… - powiedziała sama do siebie i przekopała szafki. Znalazła i wzięła od razu dwie tabletki. Nalała wody do termoforu, zaparzyła herbatę i biegnąc po schodach spieszyła do ukochanego. „To się skończy zapaleniem wszystkiego co możliwe” – pomyślała gdy bliźniak połykając tabletki kasłał coraz mocniej. Zlodowaciałe i bez czucia palce chłopaka u stóp zaczęły piec coraz mocniej, gdy gorąca woda w termoforze, grzała jego kończyny dolne. -Kochanie, nie rób tak więcej, wiesz, ze to nie rozwiązanie… - szeptała Jenny patrząc czule i z przerażeniem na Billa. -Przepraszam… - ciemnowłosy mógł już normalnie mówić. -A najbardziej przepraszam za wczoraj… - dodał i spuścił wzrok – nie byłem sobą… To nie byłem ja, to był ten drugi… - zaczął się tłumaczyć. -Wiem Kochanie, wiem i rozumiem. Zapomnij o tym – skłamała dziewczyna dla dobra swojego chłopaka. -Ja naprawdę nie wiedziałem co się dzieje… - mówił Bill zachrypniętym głosem. Dopił resztę herbaty. -Przyniosę nową, musisz się porządnie rozgrzać… - stwierdziła brunetka i złapała za kubek. -Nie idź… - poprosił chłopak. Zaskoczona lekko Jen usiadła na łóżku i spojrzała w czekoladowe tęczówki. Takie jak kiedyś… Uśmiechnęła się leciutko i złapała chłopaka za rękę.
-Tak, w wannie – rzekła Jen już trochę zirytowana ciągłymi pytaniami Toma. -To pewnie przez tą rozmowę… - zadręczał się Kaulitz. Wrócił już z miasta. Bill leżał na górze i spał spokojnie pod dwiema kołdrami nafaszerowany lekami. -Nie wiń siebie tylko powiedz mi co dalej – rzuciła obojętnie dziewczyna. -No nie wiem… Trzeba go pilnować… -No dobra. Wydaje mi się, ze lekarz by nam się przydał. -Psychiatra? – spytał Tom. -Sam jesteś psychiatra! – zaśmiała się dziewczyna – nie, normalny lekarz. Podejrzewam że długo leżał w tej lodowatej wodzie. To się skończy zapaleniem płuc, czy czegoś tam… - westchnęła brunetka. -Idę dzwonić – bąknął chłopak. Jenny powędrowała do kuchni by przyrządzić braciom cos do jedzenia. -Co my tu mamy – szepnęła otwierając lodówkę. „Hmm… Billowi rosół by się przydał. Stary i sprawdzony sposób na choróbska”. Wyłożyła na stół włoszczyznę i pierś kurczaka. -Jeszcze garnek… -Lekarz przyjedzie jutro – powiedział Tom wchodząc do kuchni. -To dobrze. Idź i daj mu tabletki – odparła Jen podając Dredziarzowi dwie białe pigułki. -Jenny… Poważnie powinnaś się z nim rozstać… Przecież się go boisz…! – zaczął Tom. -Nie truj dupy, tylko idź – mruknęła dziewczyna i zaczęła kroić marchewkę. „Po części Tom ma rację. Boję się Billa ale czy muszę go opuszczać? Teraz już wiem, że gdy chce mi zrobić krzywdę nie jest sobą… Wytrzymam to co złe i znów będę szczęśliwa.” I tak minął kolejny miesiąc. Lekarz stwierdził u ciemnowłosego poważne zapalenie płuc. Starszy Kaulitz i Jen długo walczyli z chorobą Billa. Jego stan psychiczny mu wcale nie pomagał. Na samym początku bliźniak nie chciał z nimi współpracować. Nie stosował się do zaleceń lekarza, lecz w końcu zrozumiał, że musi. Złota jesień skończyła się i nastała zimna plucha. Przelotnie opady przeplatały się z burzami. W czwartym tygodniu choroby, nieustanna i wysoka gorączka bliźniaka trochę spadła. Wrócił mu apetyt, jego twarz nabrała rumieńców. Okropny kaszel, przypominający trzeszczenie starej szafy uległo trochę i Kaulitz mógł już normalnie mówić. Zmęczenie pozostałej dwójki dawało się we znaki. Mieli wyznaczone dyżury i czuwali przy ciemnowłosym całymi nocami i dniami. Tom próbował odciążyć trochę Jennifer, by miała chwilę oddechu. Była kompletnie wyczerpana psychicznie i fizycznie, ale zajmowała się swoim chłopakiem nie myśląc o sobie. Przez wszystkie te dni, druga osobowość Billa nie dała się we znaki i nie ujawniła ani razy, co bardzo pomogło Jen zmniejszyć swój strach do rozmiarów wręcz nieistniejących. xD :* honda-th 2008-04-02 11:43:56 skomentuj to co napisały Honda i Zozol...:) ( a już jest (6) komentów ) |