Honda i Zozol
 

Odwiedziło nas fanów TH
Prawdziwy fan TH (a było ich 135) wpisuje się TUTAJ!!!(look here)


OPOWIADANIA O TOKIO HOTEL
3. SERIA (HONDA) gg:4381549 4381549  
1 część, 2 część, 3 część,
4 część,
NOWE:   
5 część !!

2. SERIA(ZOZOL) gg:273924273924
1-2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30
NOWE:31 część !!!

1. SERIA (ZOZOL )
1 2 3 4 !!

Kilka zdań Hondy o TH

ARCHIWUM 2008
lipiec
kwiecień
marzec
2007
grudzień
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty

TEGO BLOGA PISZE HONIA A MOJA SIOSTRA ZUZIA OPKI !!!

 


po kolejnych miesiacach...

huhu, dawno tu nie byłam xD
no ale.
macie:
:D

-To co Kochanie, robimy to spaghetti? – zapytał ciemnowłosy.

-Dobrze.. Możesz już kroić pomidory. Ja ide się przebrać – rzuciła i pognała na góre. Miała dzisiaj zamiar, zjeść z Billem romantyczną kolację póki nie było Toma.

            W pokoju, jej wzrok przykuła książka w pomarańczowej oprawie Kolejna powieść, którą chciała przeczytać Jen. Podobno ta, ma nie co bardziej optymistyczne zakończenie…

Brunetka skierowała się do kuchni. Prez uchylone drzwi zauważyła, ze chłopak pokroił prawie już wszytkie warzywa, jakie są potrzebne do sosu.

-Pamietasz? – zapytała i objęła bliźniaka od tyłu.

-Jedlismy ta potrwae na naszej pierwszej randce… - szepnęła mu do ucha i położyła głowę na ramieniu.

-Nie pamiętam – mruknął Bill, a ostrze noża błysnęło tu przed oczami Jen. Odskoczyła i  uwagą spojrzała na ukochanego. „Cholera jasna… To znowu on…”.

-Bill, opanuj się – powiedziała twardo i oschle. Nie pozwoliła, by żadna emocja zawładnęła jej głosem. Przynajmniej jej głosem…

-Zginiesz – szepnął Kaulitz i stawiając małe, ociągające się kroki szedł w stronę dziewczyny.

-Muszisz umrzeć, Bill za bardzo cie kocha – powiedział obłąkany chłopak. Zgarbiona postać, niczym duch sunęła w jej stronę. Jen zdziwiła się. Nie rozumiała kompletnie nic. Serce podskoczyło jej do gardła, gdy ciemnowłosy zajrzał w jej oczy swoim wzrokiem szalonego mordercy.

-Nie można kochać kogoś za bardzo – próbowała nawiązać kontakt i rozmowę z druga osobowością bliźniaka. Strach rozdzierał jej wnętrzności. Tak bardzo kocha Billa… W wiec i tego morderce…

-Nie pozwalasz mu zejść z tego świata. To twoja wina – szepnął chłopak i przechulił głowę. Kręgi szyjne strzyknęły jeden po drugim. Jennifer zadrżała. Na swojej szyi poczuła ostrze lodowatego noża. Chłód przeszył ją na wskroś. Dreszcze biegały po jej ciele urzadzając sobie wyścigi, kto pierwszy ten lepszy.

-Bill… - z jej ściśniętego gardał, ulotniło się coś podobnego do pisku.

            Nagle nóż upadł na ziemie z głuchym brzdękiem.

-Boze, co ja robie… - wyszeptał chłopak i spojrzał z przerażeniem na swoje dłonie.

-Boże…! - wrzasnął i ogarnał spojrzeniem nóz, swoje drżace rece i dziewczyne, stojącą pod ścianą z martwym wyrazem twarzy.

-Ćśśś… - odezwała się Jen, czując jak jej warga drży – przecież to nie twoja wina…

-Jenny… - bąknął chłopak i cofnął się. Potrzasał głową, lecz koszmar trwał nadal. Jego czarne oczy, szkliły się łzawym blaskiem.

-Jestem potworem… - stwierdził z goryczą w głosie.

-To on jest potworem – powiedziała stanowczo brunetka i pogłaskała dłonią policzek ukochanego.           Przez chwilę chłopak wtulał się w jej aksamitną skórę, ale nagle odskoczył jak oparzony.

-Nie! – krzyknał, a na policzku nadal czuł jedwabistą miękkość palców Jen. Nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Upadł na ziemie i oparł się o szafkę.

-Jestem potworem – powtarzał jak opętany wpatrując się roztrzęsionym wzrokiem w nóż leżacy kilka centymetrów dalej.

-Nie prawda… - wymamrotała spokojnie Jennifer. Goraczkowo myślała, co teraz powinna zrobić. Chciała podejść do bliźniaka. Coś hamowało jej ruchy… „Przecież nic mi nie zrobil…”.

-Jestem! Sama tak powiedziałaś! – wydarł się Bill i zalał łzami. Wydawał z siebie dźwięki świadczące o jego ogromnym cierpieniu. Próbował schowac swoją głowę w dłoniach. Z odrażeniem spoglądał na każdą cześć swojego ciała.

-Nienawidze siebie… - wystękał. Kropelki słonej wody spływały po jego czerwonej twarzy.

-Nie mów tak – zastrzgła dziewczyna i kucnęła naprzeciw chłopaka.

-Chciałem cię zabic!

-Nie ty… Ty mnie kochasz… - uśmiechnęła się Jenny i z promykiem nadziei spojrzała w rozmazane orzechowe tęczówki.

-Prawda…? – spytała dla pewności. Teraz już nic nie było pewne…

            Bill pokiwał twierdząco głową. Głodnym wzrokiem spoglądał na ramiona ukochanej, chcą poczuć, jak jej delikatne ręce obejmują jego szyję. Skulił się w sobie jeszcze bardziej. Chciał być teraz na dnie morza… Jak stary wrak, zapomniany przez ludzkość, porośnięty koralowcami… Nikt już by o nim nie pamiętał, nikt bu go nie potrzebował.

-No własnie Kochanie… Spokojnie – brunetka objęła chłopaka, który już nie miał sił bronić się przed jej bliskościa. Ukrył swoją głowę  w szyi ukochanej. Jej zapach pozwalał mu uciec… Tak długo zna Jen, a nadal nie wie jakich perfum uzywa. Ale wiedział jedno. Jenny pachnie jak słoneczny poranek, jak wiosenny deszcz, jak młode zielone źdźbła trwa, jak krwiste zachody…

            Srebrzysta łza pogłaskała policzek Jenny.

-Ja też Ciebie kocham… - szepnęła Jen przytulając ciemnowłosego coraz mocniej. Spokojnie wdychała powietrze, delikatnie gładziła bliźniaka po głowie i uciszała go swoim opanowanym tonem, który radosnie brzmiał chłopakowi w uszach.

 

-Ma na imię Matt – rzekł Kaulitz roztrzęsionym głosem.

-Powstał, bo ja wciąż ze soba walczyłe – Bill ucichł.

-Mów dalej… - zachęciła go Jen. Chłopak siedział po turecku na zimnych kafelkach, a brunetka, skuliła się miedzy jego nogami. Słuchała nerwowego bicia serca ukochanego, opierając głowe na jego klatce piersiowej.

-Były dwie rzeczy których pragnąłem. Śmierć, oraz spedzenie wieczności u twego boku… Za każdym razem, gdy chciałem się zabić, myśl, ze zostawie ciebie sama mnie hamowała. Matt wykształcił się we mnie, by łatwiej mi było pozbawic się życia – marwty głos, niczym smętna symfonia wypływał z ust ciemnowłosego.

-Przyrzekł mi, że zniszczy wszystko, co jeszcze trzyma mnie tutaj i pozwoli nmi spokojnie odejść. Zasnąć na wieki.

            Bliźniak podniósł swoje białe jak kreda dłonie i objął talię Jen. Dziewczyną rzucil dreszcz. Bała się tego dotyku, ale za wszelką cene, chciała ukryć swoje uczucia. Przymknęła oczy i mając przed oczyma urocze widoki, dzikiej przyrody słuchała dalej:

-Matt nienawidzi ciebie najbardziej,bo wie, że to twoje serce jet mi oddane najgoręcej.

-Nie możesz mu powiedzieć, że jeżeli tylko zostawi ciebie w spokoju, to i jego pokocham…?

            Ciemnowłosy pokręcił przecząco głową.

-On chce śmierci… - Bill pochylając głowę, dotknął czołem ramienia Jen. Zacisnęła zęby, by się nie poruszyć i nie jeknąć.

-Będzie dobrze… - szepnęła brunetka i zachwyciła się kolorowym ptaszkiem, stworzonym przez jej wyobraźnię.

 

            „Gdzie jest ten Tom? Pewnie znowu drzewo rąbie do kominka…” – zastanawiała się Jen wychodząc na ganek. Jej uszy dobiegł trzask pękającego drewna.

-Chcesz coś ciepłego do picia? – zapytała stając za bliźniakiem. Kaulitz oparl siekierę o ziemie, zdjął rękawiczki i otarł kropeli potu z czoła.

-Bill mi wszystko powiedział – westchnął i spojrzał na Jenny wściekłym wzrokiem.

-O co ci chodzi?

-O to, jak chcialo cię zabić – odparl zimno i prychnął.

-Daj spokój. Nic się nie stało – dziewczyna machnęła ręka.

-Nic?! Rzucił się na ciebie z nożem, a ty mówisz, że nic się nie dstało?! – wrzasnął oburzony  Drediarz. W głowie mu się nie mieściło, ze Jennifer może być taka beztroska.

-To nie Bill, tylko Matt – skwitowała Jen – to chcesz tą herbatę?

-Nie zmieniaj tematu – wysyczał chłopak.

-Czy ty dziewczyno nie rozumiesz, ze on jest niebezpieczny?! Wczoraj się opamiętał, ale jutr omoże już być za późno! – wydzierał się.

-Nie krzycz na mnie, nie jestem twoim psem – odpowiedziała oschle brunetka.

-Czy ty naprawe jestes taka ślepa? – wysapał przez zaciśniete zęby.

-Przeciez wszytko jest w porządku. Histeryzujesz – podsumowała Jen.

            Chłopak ledwo oapnował wybuch złości. Ujął drewniana rączkę siekiery w dlonie i z rozmachem uderzył w kloc akacji, który zhukiem rozpadl się na dwie czesci. Trzaski roznosiły się po całej okolicy i powracały z echem.

-Martwie się o ciebie – powiedział po chwili, gdy kolejne części drewna leżły porozrzucane na wszytkie strony.

-Bez łaski. Nie musisz – rzuciła brunetka i zadarła nos. „Co on sobie w ogóle mysli… Robi z Billa potwora. Jeszcze trochę, a okaże się że kocham się w Godzili!”

-Proszę Cie, zachowaj do niego dystans. Bądź ostrozna, by nie doszło do tragedii… - poprosił błagalnie chłopak. „Nie groźba, to moża prośba zadziała…”.

-Bo co? Może od razu zwiążmy mu ręce, nogi i zamknijmy w piwnicy, co?! – zakpiła Jennifer. Nie mogła już wytrzymać napięcia które  w niej rosło.

-Żenujące… - szepnął do siebie Tom. Uśmiechnął się i powrócił do pracy. Dziewczyna już chciała coś odszczeknąć, ale powstrzymała się. „Mam go serdecznie dosc. Wszystkie rozumy świata pozjadał!” – oburzała się gdy już szła do domu, energicznym i szybkim krokiem. Zamykając drzwi trzasnęła nimi najmocniej jak umiała.

-Co się stało? – spytał zdziwiony ciemnowłosy stojąc na schodach.

-Nic Kochanie, nie martw sie – prychnęła.

-Ale Jenny… - Bill bezskutecznie próobwal się czegoś dowiedzieć.

-Wychodzę. Cześć – rzuciła sztucznie miłym tonem, lapiąc w locie swter i zostawiła za sobą zmiszanego chłopaka.

 

            „I tak minęły kolejny tygodnie. Tom nadal się na mnie idiotycznie burczy, ale sytuacja się jakos uspokoiła. Billa dwa razy rozmawiał z Mattem. Jego druga osobowość oświadczyła, że niknie, gdy ja umre. Ta informacja mnie troche przeraziła… Ale przecież Matt jest osobą storzoną w podświadomości Billa, poprzez zaburzenia spowodowane narkotykami. Nie wierzę, że ten koleś, może być aż taki niebezpieczny. A mój ukochany nie zrobi mi krzywdy… Acha. Zaczęłam czytać kolejna książkę. Fabuła opowiada o straszej pani, ktpora straciła meza dawno temu. Przedstawia plusy i minusy tej tragedii. Naprawdę wciągające.”

-Piwerszy snieg… - szepnęła Jennifer widząc malutkie, białe kryształki lecące z  szarego nieba. Słońce wisiało nisko na horyzoncie. Śnieg cudownie się mienił w blasku złocistej kuli. Nie minęła godzina, jak cieniutka warstwa bieli pokryła świat wokół.

            Dziewczyna właśnie odzielała ciuchy czarne od kolorowych. Miała zamiar wstawić pranie. „W sumie mogłabym wyprać mój sweterek…”. Wskoczyla szybciutko na piętro, a już chwilę później upychała wszytjo do bębna pralki. Nasypała mproszku i ustawiła program.

-No – mruknęła do siebie i usiadła przed telewizorem. Ogień wesoło trzaskał w kominku, dając przyjemne ciepło. Blixnbiaków nie było, wybrali się do miasta, na zakupy i popłacic rachunki. Zbliżały się Zaduszki… Będą musili wybrac się na grób pani Kaulitz. Gdzieś w styczniu będzie rocznica śmierci Simone…

            Ciche pikanie dawało znak, ze pranie już sotało zakończone. Z wileką niechęcią Jenny wstała  z wygrzanego fotela. Niestety, okazało się, że czerwony sweterek nie przetrwał. Kompletnie rozpadł się w pralce. Nitki powychodziły z każdej strony, ogromna dziura powstała na środku ciucha.

-Eh… Chyba czas cie wyrzucić… - rzekła posmjutniala dziewczyna. Niby to tylko głupi swter, a jednak brunetka obdarzyła go sentymentem. Pozbyła się czerwonej „szmaty” i własnie rozwieszala pranie, gdy Kaulitzwoie wrócili.

-Hej Jennifer, nawet nie wieszzjak zimno na dwrze! – krzyknął Bill zdejmując czapkę.

-Wyobrażam sobie – powiedziala stając w przedpokoju. Usmiecneła się, gdy zauważyła ogniście czerwony nos i policzki bliźniaka.

-Zmarzliscie mocno? – spytała.

-Troszk e tak… - odrzekł Tom pocierając ręce.

-Chcecie kawy?

-Z przyjemnościa – ciemnowłosy ucalował ukochana. Jen poczuła jego zlodowaciałe usta na swoich ciepłych wargach.

-Brr.. – otrząsnęła się – idę po tę kawe, wy moje bałwanki – zasmiała się.

-Ah Kochanie! Mam cos dla ciebie! – krzyknął Bill i poskoczył do brunetki z sitka w reku.

-A co tam masz? – zaciekawiona dziewczyna próbowała dojrzeć co  kryje się w foliowym worku.

-Patrz – wyszczerzył się Kaulitz i wyciągnął nowiutki, zielony swterek. Taki sam, jaki dzisiaj uległ kompletnej destrukcji.

-Ojej, dziekuje! – ucieszyła się Jen przytulając chłopaka.

-Jak widziałem ten twój stary czerwony sweter, to mi dreszcze po plecach chodziły!

            Jennifer trzepnęła Kaulitza w głowę, a nastepnie od razu ubrala nowy ciuszek. Idealnie pasował i był taki mulitki…

-Dziekuje – szepnęła jeszcze raz i zostawila ślad swoich warg na zmarzniętym policzku.

 

            „Ciekawe jak długo już tak spacerujemy? Zresztą nieważne… Pogoda jest przecudna, ale to ona jest najcudowniejsza…” Ciemnowłosy jeszcze mocniej zacisnął swoją ręke na dłoni ukochanej. Brązowe loczki figlarnie wystawały spod ciemnozielonej wełnianej czapy. Mocno czerwony, zmarznięty nosek tylko dodawał jej uroku. Jenny smiało szła przed siebie z uśmiechem na twarzy. Żółty pomponik przy jej czapce wesoło podskakiwał na wszytkie strony. Biel świata pokrytego warstwą śniegu, sprawiala, że niebiesko szare oczy patrzyły na rzeczywistość malutkimi szparkami.

-Żeby tylko ten snieg utrzymał się do świąt… - zagaiła dziewczyna schylając się i lepiąc w dłoniach lodowa kulkę.

-Zapewne… Zima będzie piękna, ale chyba niezbyt mroźna – stwierdził chłopak przyglądając się błękitnemu niebu.

-Ho ho, nie chwal dnia przed zachodem słońca. Niewiadomo. Pogoda jest nieprzewidywalna… - brunetka rzuciła zmarźniętą snieżką w pobliskie drzewo.

            Jak małe dzicko zaczęła biegac miedzy krzakami i niskimi galęzami, strząsając z nich snieg. Bliźniak z uśmiechem przyglądał się swojej dziewczynie. Podszedł do niej i ujął w dłonie roześmiana buzię:

-Masz taką ciepłą i wesoła iskierkę w oku… - szepnał przyglądając się ukochanym oczom, które śnią mu się po nocach.

-Nie czaruj! – rzuciła zaczepnie Jen i musnęła czerwone usta.

            Nie licząc godzin, spedzali ze sobą beztrosko czas, lecz Jenny miała rację. Pogoda jest zdradliwa i nie wiele mineło, kiedy napłynęły szare chmury i znikąd pojawił się deszcz ze śniegiem. Co prawda zabawy było co nie miara, gdy przeskakując szarobure kałuże roztopionego śniegu młodzi gnali do domu.

            Wpadli do przedpokoju z głosnym smiechem.

-Co wam się stało? – spytał Tom schodząc z piętra.

-Nic – zasmiała się Jenny i rzuciła swoje nakrycie głowy na szafkę.

-No własnie widze – bąknął Kaulitz i pokręcił głową biorac się pod boki.

            Jakoś tak wyszło, że cały wieczór siedzieli w salonie na podłodze przy kominku i rozmawiali w najlepsze. Ciepłe płomyki radosnie skakały w palenisku. Jennifer wpatrywała się w pomarańczowe języki, które odbijały się blaskiem w jej oczach.

-Będziesz w nocy sikać – westchnął Bill i uniósł kąciki ust.

-Już teraz mi się chce – szepnęła Jenny wstając. Ucałowała głowę młodszego bliźniaka i poszła do łazienki.

            Bracia zostali sami butelką wina. Przed chwile panowała cisza, przerywana trzaskaniem ognia.

-Jest zupełnie inaczej, czyż nie? – rzucił ciemnowłosy.

-O tak – twarz Toma przyrała wesoły wyraz.

-A za niedługo musimy isć na grób mamy… - odetchnął młodszy chłopak.

-Bill… Pójdziemy, zapalimy znicz, pomodlimy się… Mama odeszła, ale przecież w  niebie jej lepiej – uśmiechnął się starszy Kaulitz oczekując reakcji brata.

-Wolałbym osobiście piekło – prychnął Matt.

-Daj mu spokój – zachrypiał starszy brat, widząc, co dzieje się z oczami jego bliźniaka.

-Wy tego nie pojmujecie… A ja nie pojmuje tej waszej chorej miłości – zakpił chłopak.

-Bo nigdy jej nie zaznałeś – Drediarz wzruszył ramionami – ale Bill jest kochany… Pozwół mu cieszyć się spokojnie zyciem… - błagalny wzrok Toma spoczał na kamiennej twarzy Matta.

-Pozwolę mu. Już za niedługo będzie się cieszył spokojem… Tuż po śmierci – druga osobowość Kaulitza zachochotala przeraźliwie. Nagle lodowate dłonie objęły szyję Dredziarz.

-A teraz cie udusze… - rzekł demonicznie chłopak i coraz boleśniej zaciskał swoje palce na gardle Toma. Przez strach i złość pięści starszego bliźniaka zatrzęsły się gotowe uderzyć. Skarjne emocje nim rzucały. Tak bardzo kochał brata a jednocześnie nienawidził… Nie mógł znieść tego, ze ten potwór dręczy jego bliźniaka. Był bezradny… Obłędny śmiech odbijał się w uszach. Zaczęło brakować mu powietrza. Czuł jak jego oczy wychodza na wierzch…

-Przestań, ty… - wysyczał Kaulitz i nie wytrzymał. Wyrwał się swojemu oprawcy i rzucił się na wciąż rechoczącego szaleńca. Okładał go ślepo pięściami. Nie mógł się opanować. Sterowała nim żądza zemsty, na Macie, który niszczy im Zycie.

-Przestań burzyć wszytsko co budwalismy tak długo! – wrzeszczał i po raz kolejny odbił swoją dłoń na twarzy brata.

-Tom! – niespodziewanie głuchy krzyk wyrwał się z ust Jennifer.

-Chcesz go zabić?! Zostaw go! – brunetka złapała Kaulitza za ramiona i brutalnie odciągnęła od ukochanego. Chłopak wylądował twardo na podłodze… Dopiero teraz zdał sobie sprawe co zrobił.

            Warga ciemnowłosego już napuchła i obficie krwawiła. Jedna wielka śliwka kolory zgniłego fioletu widniała pod jego lewym okiem. Bill skulił się i zakrył twarz włosami. Drżał na całym ciele. W ustach czuł smak słodkiej krwii…

-Nie zapanowałem nad sobą! Matt się na mnie rzucił, chciał mnie udusić! – krzyknał Drediarz na usprawiedliwienie swojego czynu.

-Ty bandyto – syknęła kąśliwie Jen i objeła młodszego Kaulitza.

-Kochanie, nic ci nie jest? Zaraz to opatrze… - szeptała i nerwowym wzrokiem oglądała rany.

-Jenny, on chciał mnie zabić! – oburzony chłopak zerwał się na równe nogi.

-Musiałeś się od razu na niego rzucac?! Przecież nic się nie stało! – wydarła się brunetka – spokojnie Bill, zaraz coś poradzimy… - z pozoru spokojnym tonem mówiła do młodszego bliźniaka.

-Ty idiotko! – zagrzmiał Tom. Nie mógł już znieśc, tego, ze Jennifer wszystko minimalizuje i nie zauważa przerażających faktów.

-Przesta w końcu udawać, że wszystko jest w porządku!

-Ja nic nie udaje! To ty robisz z Billa potwora!

-Wmawiasz sobie! Pojmij to wreszcie!

            Ciemnowłosy siedział z palcami zaplecionymi wokół swoich kolan z dłonią Jen na ramieniu i wysłuchiwał wrzasków. Cierpliwie czekal, aż jego bliscy przestaną się kłócić…Czuł się jak bity pies. Każdy krzyk wpadał do jego uszy, z każdym słowem kolejna łza wypływała z jego orzechowych oczu. „To wszystko moja wina… Nienawidze się…”. Był niewidzialny. Jen i Tom wydzierali się na siebie uzywając coraz mocniejszych słów, a Kaulitz łkał coraz głosniej. Już nawet nie próbował chować swoich łez, ale nikt go nie zauważał…

-On potrzebuje pomocy, a nie pięśc, ty durniu jeden! – dziewczyna już dawno wstała i wymachiwała rękami przeklinając starszego bliźniaka.

-Jestes ślepa jak kret! Musimy walczyć z Mattem! – wściekła twarz Toma przybierała wszytkie odcienie czerwieni. Młodszy Kaulitz zatknał uszy… Potrząsał przecząco głową, a każdym kolejnym wrzaskiem przechodziły go dreszcze. „Nie to się nie dzieje, błagam, nie…”

-Rozumiesz debilko?!

-Kretyn – zasmiała się kpiąco Jennifer.

-Do kurwy nedzy…

-PRZESTAŃCIE! – skołatane nerwy Billa dały się we znaki. Podskoczył z podłogi i płakal najgłosniej jak potrafił. Wszystko wokół przygniatało go jak głaz, który nagle spadł mu na głowe z nieba.

-Nie kłóccie się do cholery! Nie ziose tego… - Jego podbródek strasznie drżał poruszony smutkiem. Uronił kolejne gorzkie łzy rozpaczy i z głuchym świstem zaciagał oddechy.

-Kochanie… - szepnęła oniemiała Jen pochylając się w jego stronę. Chłopak gwałtownie odsunał się i z odrażaniem rozejrzał się po pokoju.

-Zostawcie mnie – rzekł sucho i zimno. Obraz rozmywał się coraz bardziej…

-Ale…

-Żadne ale! Idzcie stad! – wrzasnął, a jego bliskich przeszły ciarki.

-Chodź – rzucił Tom i pociągnął za soba zmartwioną Jennifer.

-Chcę być sam, już zawsze sam… - powtarzał ciemnowłosy gdy już w samotności siedział obok dogasającego kominka. Jak ranny zołnierz, który musiał poddac się w walce połozył się na twardych, drewnianych panelach, od których rozchodził się chłód i pogrążony w samotnej ciszy długo i gorzko rozpaczał nad zyciem.

            Zimne kropelki wody spływały po jego nagim ciele zostawiając po sobie gęsią skórke. Ogarniał go coraz wiekszy chłód… Przekręcił kurek. Teraz prysznice płynęła gorąca, wręcz parząca woda. Chłopak wzdrygnął się i spojrzał na czerwone ślady na klatce piersiowej zostawione przez gorącą wodę. Odkręcił niebieski kurek i ponownie przeszły go ciarki…

            W końcu sięgnął ręką po ręcznik i powoli wytarł nim swoje ciało. Owinął się materiałem i wyszedł spod prysznica. Spojrzał w lustro które całkowicie pokryło się parą wodną. Przez chwilę przyglądał się swojemu rozmazanemu odbiciu, po czym przetarł szkło i spojrzał sobie w oczy. „Jestem beznadziejny” – stwierdził gdy dojrzał czerwone spuchnięte od płaczu oczy. „Cholera, mam dwadzieścia lat, a zachowuje się jak przedszkolak…”.

-O tak, jesteś do nieczego – zakpił.

-Nie chce cie teraz słuchać…

-Nie musisz. Idź i się zabij i będzie pozamiatane.

-Nawet nie wiesz jak ciebie nienawidze…

-Pragne zauważyć że ja, to ty, a więc nienawidzisz siebie.

-Siebie też…

-Twoje życie jest bezsensu, prawda?

-Gdyby ni ty, miałoby sens…

-Przejrzyj na oczy! Ona jest z tobą z litości, brat się ciebie brzydzi i boi, oboje mają ciebie dość. Zabijając się sprawisz im przysługe!

-Łżesz… Oni mnie kochaja!

-A kto by kochał potwora, co?

-Nie jestem potworem…

-Jesteś! Chciałeś zgwałcić swoją dziewczynę, a potem…..

-Przestań!

-…a potem chciałeś zabić Toma, Jen też…

-To ty chciałeś to zrobić! Ja bym ich nigdy nie skrzywdził!

-Nie oszukuj się… Ja jestem tobą. Tak czy sik, kiedys nade mną nie zapanujesz… A wtedy odwiedzisz grób nie tylko swojej matki, ale też dziewczyny i brata!

-Nie….

-Zabijajać siebie zabijesz tez mnie. Po prostu to zrób.

-Nie skrzywdzisz ich…

-Tak więc zabij się.

-Jestem za słaby i zbyt tchórzliwy, miłosc mnie trzyma…

-Nie martw się. Pomogę ci. Najpierw idź do szopy po wąż ogrodowy i przerzuć go przez najgrubszy konar drzewa.

-Nie chce tego robić…

-A chcesz by twoi bliski zgineli…?


honda-th 2008-07-15 18:15:23
skomentuj to co napisały Honda i Zozol...:) ( a już jest (15) komentów )
i kolejne xD

proszę:

-I jak się czujesz? – zapytał Tom brata, widząc jak budzi się ze snu i siada na łóżku.

-Bardzo dobrze – odpowiedział młodszy Kaulitz siląc się na uśmiech.

-Mogę dzisiaj na trochę wstać z łóżka? Już mnie wszystko boli od tego leżenia… - jęczał chłopak.

-Możesz, możesz – uśmiechnął się Dredziarz.

            W tym czasie Jenny siedziała na swojej ulubionej ławce pod klonem i nadal męczyła ta głupią książkę. „No, to nareszcie wiem, ze Jacson jest ojcem dziecka. Super. Mary znalazła sobie chłopaka, Liza jest szczęśliwa, wszystko zaczyna się układać” – zachwyciła się Jen. Najbardziej cieszył ją jednak fakt, że nie brakuje jej żadnych elementów, a historia składa się w sensowną całość.

            Ciche szczekanie dochodzące z krzaków parę metrów dalej, wyrwało brunetkę z zamyślenia.

-Piesek? – w tej właśnie chwili, mały czarny kundelek z wielką białą plamą na pysku wyskoczył z roślinności z głośny jazgotem.

-Hej, uspokój się – powiedziała ostro Jenny, na co pies jak na rozkaz uciszył się i położył swoje misiowate uszy po sobie. Zamerdał długim i zakręconym ogonkiem i oblizał mordę.

-Nie masz właściciela? – spytała dziewczyna zwierzaka, a wtedy dojrzała czerwoną obróżkę na jego szyi.

Zasmuciła się trochę, bo od dawna chciała mieć jakiegoś pupila w domu, ale odkąd Bill wpadł w stan depresyjny, nie miała czasu nawet dla siebie, a tym bardziej dla zwierzaka…

-No trudno, lepiej wracaj do domku – pogłaskała pieska po głowie, na co wyprężył się jak struna, a następnie zwalił z nóg brzuchem do góry.

To rozbawiło Jen. Zamknęła książkę, kucnęła obok sierściucha i trochę go popieściła.

            Nagle niebo zatrzęsło się rozdarte grzmotem. Pies spłoszył się i pognał w stronę krzaków z których jeszcze chwilę temu wyskoczył z głośnym szczeknięciem.

-Kolejna burza… - mruknęła Jenny i szybko wzięła swoją lekturę z ławki.

Nie przeszła wiele, gdy zaczęło kropić.

            Wpadła szybko do domu i od razu rozpuściła wilgotne włosy.

-Cześć Jen, trochę pada, nie? – rzucił Tom siedząc przed telewizorem.

-O tej porze roku to normalnie – stwierdziła i postanowiła, ze sprawdzi co u Billa.

            Weszła do pokoju, lecz jego nie było w łóżku.

„No kochanie… Co tym razem ujrzę w łazience? Ciebie w kałuży krwi?” – zapytała samą siebie. Szybko zajrzała do łazienki, jakby bała się, ze może się spóźnić.

„Uff…”. Nikogo w niej nie było. Dopiero teraz dojrzała, ze drzwi balkonowe są uchylone… Nie myliła się. Chłopak siedział w ubraniu, lecz na boso, oparty o ścianę domu z głowa uniesiona do góry. Patrzył jak krople deszcze wypadają spomiędzy szarych chmur i kapią mu na nos. Dziewczyna wyszła na balkon i skuliła się obok ukochanego. Biło od niego ciepłem, więc nie było najgorzej. Najstraszniejsze było to, że padało coraz mocniej, a świecące błyskawice coraz częściej przecinały niebo.

            Siedzieli razem w ciszy, respektując deszcz, kiedy kolejny niebiański wrzask, zagłuszył cichy stukot kropel rozbijających się o ziemie. Jenny zadrżała, na co chłopak objął ja ramieniem, nie stawiała oporu. Chłopak obok niej był sobą…

„Jak dobrze cię znowu poczuć…” – myślała wtulając się w pierś ciemnowłosego i kojąc zmysły delikatnymi męskimi perfumami. Kropelki wody spływały z atramentowych kosmyków na twarz dziewczyny, niosąc ze sobą zapach świeżych włosów.

-Kochanie, jesteś chory… - ocknęła się Jenny, gdy ugryzło ja sumienie.

Jak może tak beztrosko siedzieć z Billem na balkonie podczas ulewy, gdy on nie zwalczył jeszcze do końca zapalenia płuc?

-Cśśś… - przerwał jej chłopak – pozwól nam cieszyć się tą chwila…

            Tom słysząc trzask zamykanych drzwi na balkonie poszedł do góry sprawdzić co się dzieje. W ogólnie nie wiedział o co chodzi, gdy staną w drzwiach, zobaczył Billa i Jenny przemoczonych do ostatniej nitki. Spiorunował ich wzrokiem i już chciał zacząć głosić kazania i pytać co się stało, gdy zauważył, że Jennifer się uśmiecha. Była szczęśliwa… To uderzyło go. Dawno nie widział jej takiej rozpromienionej. I chociaż był zły, ze jego brat jest tak lekkomyślny że znowu wylazł na deszcz, to jednak powstrzymał się od wszelkich komentarzy.

„Nie wiem co tam zaszło, ale wiem, ze coś dobrego…”

Uśmiechnął się w duchu i po prostu wyszedł, powrócił do oglądanie dziennika informacyjnego na dole.

-A ty się teraz przebieraj i nie marudź – Jenny pomachała palcem przed nosem Kaulitza.

-Jesteś cały mokry!

-Ty też  - zauważył Bill i wytknął język.

-To nie ja mam zapalenie płuc – dziewczyna uśmiechnęła się zawadiacko.

            Chłopak szybko przebrał się w suche ciuchy i położył pod kołdrę, przy czym najpierw połknął tabletki. Jennifer wywiesiła ich mokre ciuchy nad wanna by woda ściekła, wzięła gorący prysznic i susząc włosy uśmiechnęła się do swojego odbicia w lustrze - 

„Jak ja kocham burze…”

            W pokoju także wgramoliła się pod kołdrę i przytulona do bliźniaka długo z nim rozmawiała…

 

            Dredziarz siedział w salonie po później nocy, bo chciał dać zakochanym trochę czasu i prywatności. Jego serce biło jakoś spokojniej. Dzisiaj nie martwił się o przyszłość. Gdy o pierwszej w nocy powieki zaczęły ciążyć a  dom już dawno pogrążył się w martwej ciszy, wyłączył telewizor i zgasił światło. Niebo wypogodziło się zaraz po burzy i małe migające gwiazdki odbijały się w orzechowych oczach. Była pełnia. Księżyc świecił bardzo mocno i rozświetlał cały dom Kaulitzów. Słup światła wpadał do budynku poprzez nie zasłonięte okna. Tom siedział na kanapie chwile, relaksując się widokiem, kiedy usłyszał kroki na schodach. Jego spokojnie bijące serce zamarło.

-Jen, to ty? – szepnął a wtedy kroki ucichły.

Wokół nadal panowała grobowa cisza, a czarne czeluści były oświecane jedynie przez Łysego.

            Zaniepokojony bliźniak wstał z kanapy i powoli szedł do przełącznika, by włączyć światło i rozwiać swój strach. Wtedy kroki na schodach przyspieszyły, były coraz bliżej. Ktoś biegł po drewnianych panelach, ciemny cień mignął Tomowi przed oczami. Zapalił światło i przestraszył się nie na żarty. Metr od niego stał Bill, skamieniały jak posąg. Lodowate źrenice z czarnym dnem patrzyły obłąkanym wzrokiem. Dredziarz opanował drżący oddech.

-Czego chcesz? – zapytał widząc, ze jego brat nie jest sobą.

-Nie mogę zasnąć… - niespodziewanie ciemnowłosy spuścił głowę i podrapał się po karku.

-Przepraszam, ze cię wystraszyłem…

-Spoko – odrzekł Tom, wypuszczając powietrze z ulga.

-Chodź, zaparzę nam herbaty – zaproponował i poszli do kuchni.

 

            Uśmiechnięta Jen leżała na wznak i patrząc w sufit analizowała swoje dotychczasowe życie. Wtuliła twarz w kołdrę nagrzaną słońcem i zmrużyła oczy jak rasowa kotka.

„Musimy w końcu odmalować ten pokój, ta niebieska farba mi się nie podoba.” Podniosła się i usiadła. Ręką odgarnęła włosy przysłaniające świat i kolorowe słońce za oknem.

„Zima idzie, a tak ładnie na dworze. Musze wybrać się na spacer z Billem.”

            Nagle do pokoju wszedł Tom. Popatrzył roztrzęsionym wzrokiem na Jenny i szepnął:

-On wrócił… - Stanął i złożył ręce na piersi.

Miał mocno podkrążone oczy, które ze zmęczenia co chwila zamykały się, a już sekundę potem otwierały szeroko. Chłopak wyglądał jak mały, zastraszony kotek szukający mamy, który zagubił się w wielkim mieście. Dziewczyna wstała i głębiej spojrzała w rozszerzone źrenice.

-Odpocznij sobie – powiedziała przekonująco.

-Naprawdę! Wczoraj tak mnie wystraszył… Dzisiaj też… I ten jego wzrok… On wrócił – powtarzał jak szalony z przerażonym wyrazem twarzy.

-Tom – szorstko rzuciła brunetka i potrząsnęła Kaulitzem – może wyjedź na dwa dni? Spotkaj się ze znajomymi, pograj na gitarze…

-Nie mogę, nie mogę… - pokręcił przecząco głową.

-Możesz – uśmiechnęła się Jennifer – potrzebujesz tego! Spójrz na siebie! W takim stanie nie możesz funkcjonować normalnie, doprowadź się do porządku i wróć tutaj.

Chłopak przechylił głowę i spojrzał na Jen z pretensją.

-Żartujesz sobie?

-Jestem śmiertelnie poważna. Ostatnio to ty mnie trochę odciążyłeś, miałam chwilę dla siebie. Teraz twoja kolej. Mówię ci, wyjedź sobie.

-Dzięki – mruknął Tom i uniósł lekko kąciki ust.

            Koło południa, gdy Tom przygotowywał się już do wyjazdu Bill zniknął gdzieś. Jen przeszukała cały dom i ogród, lecz go nie znalazła. Nie przejęła się tym za bardzo, ciemnowłosy czasem potrafił tak zniknąć na cały dzień, a nawet dwa, a potem wracał w jeszcze gorszej kondycji psychicznej, ale jeszcze nigdy nic sobie wtedy nie zrobił, ale nigdy nie wiadomo.... Zresztą, wczorajsze chwile na balkonie podbudowały go trochę. Jednak za każdym razem, gdy chłopaka nie było obok, Jenny czuła, jak w żołądku ma jakiś wielki, metalowy i lodowaty ciężar, który hamuje jej ruchy. Czasami ten przedmiot podskakiwał jej do gardła, jakby z zamiarem uduszenia. Jenny zdążyła jedynie wziąć swój ukochany sweterek i poszła poszukać Billa w pobliskim parku i lesie.

            Szybkim krokiem pokonywała leśną dróżkę. Spokojnym, a zarazem nerwowym wzrokiem rozglądała się na wszystkie strony. Słonko nie grzało już tak przyjemnie jak rano. Schowało się za chmurami, które rzucały cień na Ziemię. Jen doszła do miejsca gdzie ścieżki rozchodzą się w dwie strony. Jedna prowadziła na polane, gdzie kiedyś urządziła sobie piknik z Billem i cały dzień spędzili na zbieraniu jagód i malin. Druga droga prowadziła do górki z której rozciągał się widok na miasteczko leżące w dolinie. „I gdzie poszedłeś?” – zastanawiała się dziewczyna opierając się o brzózkę.

            Zdecydowała, ze najpierw pójdzie na górkę, bo jest bliżej. Jeżeli tam nie znajdzie ciemnowłosego to przejdzie się na polankę. Obrała kurs na lewo i przyspieszyła trochę tempo.

„Uff… Tu cię mam” – pomyślała, gdy ujrzała szczupłą, wysoką postać z długimi czarnymi włosami, stojąca na szycie góry i spoglądającą na widok u stóp wzniesienia.

-Stój – odezwał się chłopak błagalnym tonem, gdy usłyszał kroki zbliżającej się osoby.

            Jenny zawahała się, co ma zrobić. Kim jest ciemnowłosy? Bliźniak odwrócił się i zatroskanymi tęczówkami spojrzał na swoją ukochaną.

„To on…”

 Brunetka dziękowała w duszy Bogu, ze nie musi karmić swojego strachu widokiem lodowatych oczu.

-Nie podchodź – wyszeptał i wyprostował rękę z otwartą dłonią, jakby chciał użyć mocy, której nie posiadał

            Teraz już pewnym krokiem Jen ruszyła w stronę chłopaka i nie odpowiadała na jego protesty.

-Kochanie proszę… Nie chce cię skrzywdzić… On wrócił... – cofnął się zupełnie nie przejmując się tym, ze jeszcze krok, a sturla się ze zbocza jak drewniana kukiełka.

Brunetka zaufała Billowi, ze nie postawi kolejnych kroków do tyłu i zbliżyła się do niego.      Chłopak trzymał przed sobą ugięte ręce, jakby próbował wytworzyć barierę miedzy nim, a ukochaną.

-Nie broń się przede mną – spokojny i kojący głos wypłynął z ust Jenny.

 Uśmiechnęła się, a jej oczy zapłonęły miłością. Bliźniak opuścił ręce zrezygnowany i skrył się w ramionach brunetki.

-Nigdy nie broń się przed miłością – szepnęła i kołysała ukochanego w objęciach.

            „No. I Tom pojechał nad morze. Miał tam zostać trzy dni, ale uparł się, ze to za dużo. Wyruszył dzisiaj wcześnie rano, wraca jutro późnym wieczorem. Trochę się boje zostać z moim ukochanym sama, ale cieszę się, ze Tom wróci podreperowany i z nową siłą do działania. Niby tak niewiele, ale wiem, ze zdziała cuda…”

            Jennifer siedziała z Billem i jednym okiem oglądała film, a drugim czytała swoja książkę. Dowiedziała się kolejnych, rewelacyjnych rzeczy. „Dziecko Lizy urodziło się. Niestety Jacson wziął ślub z inną. Mary pomaga Lizie wychowywać synka. Fajnie mieć siostrę, szkoda, ze jestem jedynaczką…”

Przerwała lekturę i spojrzała na bliźniaka. Siedział ze zmarszczonym czołem, wciągnięty akcją filmu.

-Dobra Kochanie – bąknęła i pocałowała rumiany policzek, na co chłopak odwrócił się w jej stronę – oglądaj dalej, a ja przejdę się do sklepu, bo mamy pustą lodówkę.

-Czekaj, ja pójdę – zaoferował się chłopak.

-Nie, nie – Jen zmierzwiła atramentowe włosy – oglądaj dalej, bo widzę, że cię zaciekawiło.

Kaulitz musnął jej wargi i powrócił do wpatrywania się w obrazki migające na ekranie.

            Już chwilę później dziewczyna szła po betonowej drodze. Do sklepu mieli stosunkowo niedaleko. Gdy wybierała działkę z Kaulitzami zależało jej jedynie na tym, by wokół był spokój, cisza i dużo dzikiej przyrody. Teraz, czasami żałowała, że aż tak pragnęła ciszy, której miała już po dziurki w nosie.

            Rozejrzała się wokoło. Nagie drzewa stały i potężnymi gałęziami celowały ku górze. Masy liści koloru zgniłego brązu walały się po ziemi wilgotne i przesączone ciągłymi deszczami. Nagle kieszeń Jennifer zaczęła wibrować. Wyciągnęła telefon i odebrała:

-Tak Kochanie?

            Odpowiedziała jej cisza.

-Wszystko porządku? – zapytała czując jak metalowy obiekt zaczyna ciążyć jej w żołądku.

-Nieee – usłyszała szorstki i martwy głos ukochanego.

-Nieee Nieee – powtarzał szaleńczy głos w słuchawce. Jenny na chwilę wstrzymała oddech. Wsłuchiwała się w przeciągnięte słowo, które brzmiało jak głuchy stukot kolejowych kół o stalowe szyny.

-Nieee Nieee Nieee Nieee – chłopak mówił coraz szybciej tonem nie wyrażającym nawet najmniejszej emocji.

            Czując, ze panika paraliżuje jej mięśnie brunetka wcisnęła czerwoną słuchawkę. Nie wiedząc co robić stała na środku drogi i oddychała ciężko.

„Wrócić i spojrzeć mu w te mordercze oczy, czy iść dalej i się nie przejmować? Cholera, dlatego się bałam z nim zostać!”

 Gorycz i żal do samej siebie wdarły się w ten kłębuszek myśli. Jennifer, wiedziała, że w końcu nastąpi taka sytuacja. Nie ma nikogo obok, może liczyć tylko na siebie. Czy stchórzy i nie przejmie się obłąkanym głosem w słuchawce, który nie wróży nic dobrego, czy też zawróci i sprawdzi, czy z Billem wszystko okej?

            Jednak zawróciła. „Musze tam iść.” – powiedziała sobie i stawiając twarde kroki by nie zwątpić cofnęła się w stronę domu. Nie myśląc zbyt wiele, szybko otworzyła drzwi wejściowe. Kaulitz siedział tak jak wcześniej i oglądał film. Dziewczynę lekko zszokował ten widok.

„Czego mam się teraz spodziewać?”.

            Wtedy Bill odwrócił głowę w jej stronę. Posmutniał gdy ujrzał ukochana i westchnął:

-Przepraszam, to nie ja dzwoniłem…

 

            „Przepiękny widok” – pomyślał chłopak i spojrzał na błękitną taflę wody, zburzoną przez powstałe fale. Stojąc na złocistym piasku, obserwował białe bałwany rozbijające się o brzeg plaży. Białe mewy latały wysoko, krzycząc coś do siebie w swoim języku, czym dodawały uroku szumowi morza. Tom zawrócił w stronę miasta. Chłody wiatr, podrzucał piasek, który wirował, niczym najznakomitszy tancerz w balecie. Rosnące gdzie niegdzie małe zielone źdźbła uginały się przy każdym powiewie. W powietrzu  unosił się zapach jodu i soli, który kręcił Kaulitza w nosie. Po niebieskim niebie, płynęły leniwie małe białe chmurki, a słońce rzucało trochę światła na szary świat.

            „Jenny miała świetny pomysł…”.

 

-Nareszcie skończyłam – rzekła Jen zamykając z głośnym trzaskiem książkę.

-Co prawda koniec nie za szczęśliwy, w końcu Liza umarła… Ale i tak mi się podobało – stwierdziła, po chwili.

-Mam nadzieje, że dla mnie życie przygotowało, nieco inne zakończenie – westchnęła i przyjrzała się pustemu widokowi. Gołe drzewa, zgniłe liście i szara droga.

„Późna jesień jest taka smutna…”

Dziewczyna zastanawiała się, co robić, by Bill wyrzucił z siebie tą druga osobowość. Nie miała pojęcia jak to rozwiązać.

-Będzie dobrze – powtórzyła sobie i uśmiechnięta skierowała się w stronę domu. Znowu poczuła jak telefon wibruje jej w kieszeni. Wyciągnęła aparat. Nie myśląc za wiele odebrała.

-Cześć Jenny – to był Tom.

-Cześć, jak tam twoje wakacje?

-Przyznaje racje, miałaś dobry pomysł. Jeszcze raz dzięki – mówił chłopak tonem pełnym entuzjazmu.

-Cieszę się, że ten wyjazd dobrze ci zrobił – odparła dziewczyna usilnie wesołym głosem.

-A jak tam u was? – spytał Dredziarz, mając już o wiele mniej energii w głosie.

-Świetnie, dajemy radę – odpowiedziała szybko dziewczyna, przypominając sobie uśmiechniętą i promienna twarz ukochanego.

-Super. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej… - westchnął Tom – do zobaczenia. Będę dzisiaj późnym wieczorem.

-No dobra. Pa, pa – pożegnała się Jennifer i zakończyła rozmowę.

„Radzimy sobie świetnie… ” – powtórzyła Jen samą siebie.


:*
honda-th 2008-04-13 17:30:03
skomentuj to co napisały Honda i Zozol...:) ( a już jest (8) komentów )
huhu

kolejna część xD
miau

-Ah jak przyjemnie… - powiedziała Jen spacerując pomiędzy kolorowymi drzewami, wdychając świeże powietrze. Nazbierała już całkiem spory bukiet liści mieniących się każda barwą. Brakowało jej tylko ciemnej czerwieni… Chodząc od drzewa do drzewa, próbowała znaleźć liść odpowiadający jej wymaganiom. W końcu go dojrzała. Leżał na ławce, która stała zaraz pod wielkim klonem.

-No pięknie – uśmiechnęła się do siebie, spoczęła na ławeczce i zaczęła oglądać swoje okazy w bukieciku. Musiała uciec od tego wszystkiego, choćby na chwile. Przyroda pozwalała jej na to. Koiła jej zmysły i cieszyła oczy uroczymi widokami…

            Powiał chłodniejszy wiatr. Rozrzucił poukładane włosy dziewczyny. Jen poprawiły kosmyki i ubrała swój ukochany czerwony sweter który miała przy sobie.

-A miałam cię wyrzucić… I widzisz? Wole ciebie, niż jakiś nowy śmierdzący sweter z przeceny – powiedziała do ciuchu z czułością.

-Jeszcze trochę, a okaże się, ze ubiorę cię do mojej własnej trumny! – zaśmiała się.

-No dobra, chyba czas wreszcie zrozumieć ta głupią książkę…

            Po godzinie czytania, Jenny stwierdziła, ze wie nie za wiele więcej. Liza miała siostrę Mary, która zaginęła dawno temu, a teraz się odnalazła. Akcja stawała się coraz bardziej zagmatwana. „A kto jest ojcem dziecka?” – to pytanie nadal dręczyło brunetkę. „Chyba dzisiaj już nie dowiem się niczego więcej…”.

            Oderwała wzrok od książki i ponownie wsłuchała się w szept roślin i zwierząt. Niespodziewanie jakiś zagubiony listek zawirował w powietrzu i spadł na ławkę, obok Jennifer.

-Chcesz należeć do mojej kolekcji? – zapytała.

Przyjrzała się liściowi. Był jednym z najładniejszych jakie dzisiaj widziała. Mógłby zostać królem jesieni, ponieważ był przyodziany w każdą z barw. Złoto-żółto-czerwono-bordowo-brązowy płaszcz z zielonym ogonkiem.

-Aleś ty ładniutki… - szepnęła dziewczyna i dołączyła okaz do swojego bukietu. Wstała z ławeczki i powolutku ruszyła dalej…

„Muszę naładować baterie, przed kolejnymi zmaganiami…Bo to dopiero początek. Happy end byłby zbyt prosty i zbyt naiwny. Nie mogę myśleć o sobie. Bill mnie potrzebuje…” – powtarzała sobie brunetka i nawet nie zauważyła, kiedy doszła do opuszczonego cmentarza.

-Ale się zapuściłam – zauważyła.

            Mnóstwo metrów kwadratowych, zapełnionych kamiennymi nagrobkami porośniętymi przez mech. Gdzie nie gdzie szarych tablic już nie było, bo rozpadły się z wiekiem. Na nielicznych grobach paliły się znicze. Można je było policzyć na palcach u jednej ręki, ale jednak… Malutkie płomyczki migotały różnymi kolorami, w zależności od barwy znicza. Niestety, kwiatów było brak, a jeżeli już jakieś leżały, to jedynie uschnięte gałęzie, powyginane z braku wody.

-Jakoś tu smutno… - powiedziała Jen sama do siebie, lecz wtedy usłyszała śpiew ptaków.

-Chociaż… - zastanowiła się. Przeróżne, opierzone stworzonka, swoim śpiewem umilały nieskończony czas nieboszczyków. Niektóre ptaszki siadały na starych i zniszczonych tablicach, na swój jedyny sposób odmawiały litanie za dusze umarłych.

-Też tu kiedyś trafię – westchnęła Jenny i powędrowała w stronę domu. „Ciekawe, czy już jest po rozmowie… Musze zdusić ten głupi strach…”.

            Rozmyślając szła do domu przez kolorowy las dzierżąc w dłoni swój bukiecik, z pięknie przy odzianym księciem na samym szczycie.

            W domu zastała cisze, jak zwykle. Na stole leżała kartka.

-„Pojechałem do miasta, wrócę za godzinę. Rozmawiałem z Billem, wszystko zrozumiał. Jest całkiem dobrze” - przeczytała na głos.

 Odetchnęła z ulgą… Poszła do kuchni i wygrzebała jakiś oryginalny wazon z szafki.

-Ten chyba dostaliśmy jak razem zamieszkaliśmy na stałe – bąknęła i przypomniała sobie, ze rzeczywiście tak było.

 Mama Billa chciała im sprawić jakąś niespodziankę… Jen nalała do niego zimnej

wody i wstawiła liście.

-No – powiedziała z duma, gdy postawiła wazonik na stole w jadalni.

            Pozbierała rozsypane tabletki uspakajające. Kilka razy przeszły ja ciarki, lecz uspokojona przyrodą, nie pozwoliła strachu się rozprzestrzeniać. Wstawiła obiad z wczoraj do mikrofali i poszła do góry się przebrać.

            Na piętrze znowu stanęła przed zamkniętymi drzwiami. Znowu się zawahała….

„No Billuś, co tym razem dla mnie przygotowałeś?” – spytała sama siebie i nacisnęła klamkę. Chłopaka nie było, lecz drzwi od łazienki były uchylone. Jenny weszła tam i wtedy zrozumiała, ze to kolejna próba…

            Bliźniak leżał w ubraniu w wannie pełnej wody. Był cały mokry, biały jak ściana i trząsł się jak na Syberii, z czego dziewczyna wywnioskowała, ze leży w zimnej wodzie.

-Bill – szepnęła i wsadziła ręce do wanny. Woda naprawdę była lodowata. Gęsia skórka wystąpiła na ciele brunetki. Całą siłę która miała, wytężyła i podniosła chłopaka z wanny. Jego ubrania były nasączone cieczą co sprawiało, ze był dwa razy cięższy. Zatoczyła się na nogach z bliźniakiem na rękach. Powoli posadziła go na Ziemii. Chłopak kompletnie nie kontaktował, jego organizm był strasznie wychłodzony… Szczękał jedynie zębami i nie mógł się ruszyć w jakikolwiek sposób.

-Ppp… rzepp… raasza.. mm… - wydukał, między kolejnymi szczęknięciami zębów.

            Jennifer zaczęła go rozbierać. Szło jej to bardzo szybko. Bo chociaż była wręcz obojętna na to co się stało, to z sercem na ramieniu pomagała chłopakowi.  Gdy już siedział w samych bokserkach opatuliła go wszystkimi ręcznikami jakie były w szafce.

-Kochanie, nie rób tak więcej – tłumaczyła jak małemu dziecku a potem wytarła mu twarz i osuszyła włosy.

-Doo.. brze.. e.. – chłopak pokiwał głową. Cały drżał.

            Jenny pomogła mu wstać i zaprowadziła do łóżka. Bliźniak ułożył się pod kołdrą.

-Zaraz przyniosę koce – rzuciła dziewczyna i już chciała pobiec, kiedy Bill szepnął:

-Masszzz.. jee.. sszczze to… - wyjąkał i podał jej trzy opakowanie tabletek.

-Ah... – Jen az wzdrygnęła się na sama myśl, co by było, gdyby później wróciła ze spaceru. Odetchnęła głęboko.

„Myśl i opanuj się. Najważniejsze że żyje.” – mówiła sobie w głowie.

            Przyniosła wszystkie koce jakie były w domu i jeszcze kołdrę z łóżka Toma. Tak owinęła tym wszystkim Kaulitza, ze ledwo co było go widać pośród pierzyn.

-Jeszcze termofor i ciepłą herbatę – mruknęła do siebie i pobiegła na dół.

Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak bardzo boi się o ukochanego.

„Czy to ostatni już jego wybryk? Czy może dopiero drugi, lecz jeszcze nie ostatni?”

W takich sytuacjach potrafiła zachować zimna krew, lecz przychodziło jej to bardzo trudno… A teraz dodatkowo, nadal gniótł ja strach.

            Woda gotowała się niemiłosiernie długo. Brunetka słyszała, jak Kaulitz kaszle.

-Jeszcze aspiryna… - powiedziała sama do siebie i przekopała szafki.

Znalazła i wzięła od razu dwie tabletki. Nalała wody do termoforu, zaparzyła herbatę i biegnąc po schodach spieszyła do ukochanego.

„To się skończy zapaleniem wszystkiego co możliwe” – pomyślała gdy bliźniak połykając tabletki kasłał coraz mocniej.

 Zlodowaciałe i bez czucia palce chłopaka u stóp zaczęły piec coraz mocniej, gdy gorąca woda w termoforze, grzała jego kończyny dolne.

-Kochanie, nie rób tak więcej, wiesz, ze to nie rozwiązanie… - szeptała Jenny patrząc czule i z przerażeniem na Billa.

-Przepraszam… - ciemnowłosy mógł już normalnie mówić.

-A najbardziej przepraszam za wczoraj… - dodał i spuścił wzrok – nie byłem sobą… To nie byłem ja, to był ten drugi… - zaczął się tłumaczyć.

-Wiem Kochanie, wiem i rozumiem. Zapomnij o tym – skłamała dziewczyna dla dobra swojego chłopaka.

-Ja naprawdę nie wiedziałem co się dzieje… - mówił Bill zachrypniętym głosem. Dopił resztę herbaty.

-Przyniosę nową, musisz się porządnie rozgrzać… - stwierdziła brunetka i złapała za kubek.

-Nie idź… - poprosił chłopak.

            Zaskoczona lekko Jen usiadła na łóżku i spojrzała w czekoladowe tęczówki. Takie jak kiedyś… Uśmiechnęła się leciutko i złapała chłopaka za rękę.

 

-Tak, w wannie – rzekła Jen już trochę zirytowana ciągłymi pytaniami Toma.

-To pewnie przez tą rozmowę… - zadręczał się Kaulitz.

Wrócił już z miasta. Bill leżał na górze i spał spokojnie pod dwiema kołdrami nafaszerowany lekami.

-Nie wiń siebie tylko powiedz mi co dalej – rzuciła obojętnie dziewczyna.

-No nie wiem… Trzeba go pilnować…

-No dobra. Wydaje mi się, ze lekarz by nam się przydał.

-Psychiatra? – spytał Tom.

-Sam jesteś psychiatra! – zaśmiała się dziewczyna – nie, normalny lekarz. Podejrzewam że długo leżał w tej lodowatej wodzie. To się skończy zapaleniem płuc, czy czegoś tam… - westchnęła brunetka.

-Idę dzwonić – bąknął chłopak.

            Jenny powędrowała do kuchni by przyrządzić braciom cos do jedzenia.

-Co my tu mamy – szepnęła otwierając lodówkę.

„Hmm… Billowi rosół by się przydał. Stary i sprawdzony sposób na choróbska”. Wyłożyła na stół włoszczyznę i pierś kurczaka.

-Jeszcze garnek…

-Lekarz przyjedzie jutro – powiedział Tom wchodząc do kuchni.

-To dobrze. Idź i daj mu tabletki – odparła Jen podając Dredziarzowi dwie białe pigułki.

-Jenny… Poważnie powinnaś się z  nim rozstać… Przecież się go boisz…! – zaczął Tom.

-Nie truj dupy, tylko idź – mruknęła dziewczyna i zaczęła kroić marchewkę. „Po części Tom ma rację. Boję się Billa ale czy muszę go opuszczać? Teraz już wiem, że gdy chce mi zrobić krzywdę nie jest sobą… Wytrzymam to co złe i znów będę szczęśliwa.”

            I tak minął kolejny miesiąc. Lekarz stwierdził u ciemnowłosego poważne zapalenie płuc. Starszy Kaulitz i Jen długo walczyli z chorobą Billa. Jego stan psychiczny mu wcale nie pomagał. Na samym początku bliźniak nie chciał z nimi współpracować. Nie stosował się do zaleceń lekarza, lecz w końcu zrozumiał, że musi. Złota jesień skończyła się i nastała zimna plucha. Przelotnie opady przeplatały się z burzami. W czwartym tygodniu choroby, nieustanna i wysoka gorączka bliźniaka trochę spadła. Wrócił mu apetyt, jego twarz nabrała rumieńców. Okropny kaszel, przypominający trzeszczenie starej szafy uległo trochę i Kaulitz mógł już normalnie mówić. Zmęczenie pozostałej dwójki dawało się we znaki. Mieli wyznaczone dyżury i czuwali przy ciemnowłosym całymi nocami i dniami. Tom próbował odciążyć trochę Jennifer, by miała chwilę oddechu. Była kompletnie wyczerpana psychicznie i fizycznie, ale zajmowała się swoim chłopakiem nie myśląc o sobie. Przez wszystkie te dni, druga osobowość Billa nie dała się we znaki i nie ujawniła ani razy, co bardzo pomogło Jen zmniejszyć swój strach do rozmiarów wręcz nieistniejących.

 

xD
:*
honda-th 2008-04-02 11:43:56
skomentuj to co napisały Honda i Zozol...:) ( a już jest (6) komentów )
sorry ze tak długo xP

huhu
nareszcie new
ej
i tak chyba niekt tegonie czyta nie? ;D
mrau
macie:

„Czasami chciałbym od tego uciec. Zostawić to wszystko gdzieś za sobą. Zapomnieć, że ludzie mi bliscy cierpią. I pewnie już dawno bym to zrobiła, gdyby nie fakt, że miłość mi na to nie pozwala. Na dodatek wciąż mam w sobie nadzieje, ze pewnego dnia wszystko przybierze dawne barwy. A wtedy jak zwykle zostanę obudzona pocałunkiem ukochanego, zjem z nim wspólne śniadanie… Świeże bułki, płatki, sok pomarańczowy… I będziemy szczęśliwi, tak jak kiedyś…”

-Eh… Ja w to naprawdę wierze… - szepnęła dziewczyna na głos do siebie. Stała na dworze znowu w tym samym swetrze. Złoty liść przypalany brązem na bokach oderwał się od gałęzi i powoli, niesiony wiatrem, osiadł u stóp brunetki.

-Jesień idzie – powiedział Tom stając obok Jennifer.

-W tym roku, będzie piękna złota jesień – stwierdziła brunetka.

-Ty dobrze wesz, że już lepiej nie będzie. Nie oszukujmy się. Dzisiejszy incydent tylko to potwierdza – zagaił Kaulitz.

-Ja się nie oszukuje. Ale nadal mam w sobie nadzieje…

-Dziewczyno, to nie jest już ten sam człowiek którego poznałaś trzy lata temu. Bill tak bardzo się zmienił… To już nie ta sama osoba którą pokochałaś.

-To prawda. On się zmienił, ale moja miłość pozostała taka sama, jak pierwszego dnia, gdy zobaczyłam go pośród tłumów ludzi.

-Jak to łatwo sobie wmówić że będzie dobrze – stwierdził chłopak i ciągnął dalej:

-Zostaw go. Nie marnuj sobie życia. Ja sobie z nim poradzę, w końcu to mój brat… A ty odejdź. Znajdź innego faceta, który na ciebie zasługuje i bądź szczęśliwa.

-Żeby to wszystko takie proste było… Nie mogę go opuścić tylko dlatego, ze jest chory. Takiej zasady w kodeksie miłości nie ma – zauważyła brunetka i wzruszyła ramionami.

            Milcząc patrzyli jak słońce chowa się za gałęziami drzew. Czerwony talerz leniwie opadał w dół.

-Ciekawe czy zima będzie mroźna – bąknęła Jen i uśmiechnęła się do Toma, który rzucił jej wymowne spojrzenie.

 

            „Właśnie wracamy z kliniki. W sumie nic ciekawego. Strasznie dużo tam zamieszania, tłumaczenie, pytań i odpowiedzi… Bill musiał tam zostać. Przydzielili mu taki mały pokoik, normalnie wyglądający jak cela. Aż ciarki po plecach chodziły. Lekarze i terapeucie pytali o wszystko, normalnie o takie rzeczy, które jak dla mnie nie mają związku z uzależnieniem mojego brata, ale cóż. Dowiedzieliśmy się tylko tyle, że to „Drugie życie”, to jakiś nowy narkotyk i doktorzy niewiele o nim wiedzą, ale zaczną prowadzić badania i spróbują pomóc mojemu bratu. Z Jen żyjemy tylko dlatego, ze nadzieja jeszcze trzyma nas przy życiu i pozwala patrzeć w przyszłość.”

-Jutro go odwiedzimy? – zapytał Kaulitz.

-Musimy. Przecież gdyby on tam wciąż sam siedział w tych czterech ścianach to by zwariował już kompletnie. Dobrze, ze przynajmniej rozumie, że musi się leczyć i nie stawia oporów – powiedziała Jenny rozpakowywując siatki z zakupami.

-Opory zacznie stawać, jak mu zabraknie „drugiego życia” – odparł Tom ironicznie.

-Oj przestań. Będzie dobrze. Wyjdzie z tego i już. Co chcesz na kolacje?

 

            I tak mijały kolejne dni i tygodnie. Jak wspominała Jenny, nastała piękna złota jesień. Ulice mieniły się barwami liści od bordowego, po platynowe złoto. Jennifer razem z Tomem codziennie przesiadywali z Billem całe dnie. Szło mu całkiem dobrze, dopóki nie nadszedł kryzys. Nawet pobił jednego z terapeutów, tak bardzo nałóg dał mu się we znaki… Ale wszystko co złe, zaczęło przemijać. Powoli, lekarze wiedzieli o narkotyku coraz więcej, coraz lepiej mogli pomagać ciemnowłosemu. Walka o jego wolność toczyła się każdego dnia, każdej minuty i sekundy. Pomimo swojego stanu depresyjnego, chłopak radził sobie. Wiedział że musi wyzdrowieć. Widział, ze ma dla kogo. Niestety musiał zaprzestać zażywania leków antylekowych, bo połączenie tego z „drugim życiem” mogłoby stworzyć śmiertelną mieszankę. Z trudem, ale sytuacja zaczęła się stabilizować.

            Pewnego dnia, starszy Kaulitz wrócił z rozmowy z doktorem podejrzanie uśmiechnięty od ucha do ucha.

-No bracie – usiadł na białym łóżku i poklepał Billa po łopatce.

-Jutro do domu wracasz!

            Czekoladowe oczy chłopaka błysnęły w przypływie szczęścia.

-Jutro? – zapytał dla pewności. Nie chciał się rozczarować, ani robić złudnych nadziei.

-Tak powiedział lekarz – pokiwał twierdząco głową bliźniak.

-Cieszę się – powiedziała z entuzjazmem Jenny i objęła Kaulitza.

-Ja też – szepnął jej ukochany i chciał ją pocałować, lecz jego wcześniejszy stan i rzeczy które zrobił odcisnęły piętno. W dziewczynie zrodził się malutki strach przed Kaulitzem, który powoli zaczął usychać. Odwróciła głowę, tak, by usta chłopaka trafiły w jej policzek. Dobrze, ze nikt nie zauważył tej drobnej ucieczki…

            Następnego dnia już wszyscy, we trojkę byli razem w domu i siedzieli w salonie. Nadzieje wypełniły się. Wszystko się zmieniło… Dom nabrał kolorów, ponownie rozbrzmiewał śmiechami. Niepisana zasada powróciła…

            Cały wieczór spędzili przy butelce wina rozmawiając i żartując. Nic nie wskazywało na sytuacje, która jeszcze dzisiaj miał stłamsić wszystkie piękne myśli i wizje.

            Było już późno w nocy. Jen usnęła na kanapie zmęczona dzisiejszym dniem i drażnieniami, które przyniósł. Bliźniacy siedzieli jeszcze trochę gadając o niczym. W pewniej chwili Tom ziewnął przeciągle.

-No, ja chyba pójdę już spać… - przetarł zmęczone oczy.

-Idź, idź braciszku. A ja ją zniosę zaraz do góry – uśmiechnął się Bill i czule spojrzał na dziewczynę.

-To dobranoc – rzekł Tom i poszedł do swojego pokoju.

            Ciemnowłosy, wcale nie miał zamiaru zanieść Jenny do łóżka, ani też nie miał zamiaru spać. Pogasił wszystkie światła i usiadł naprzeciwko dziewczyny. Wbił swój przerażający wzrok w jej twarz. Nie ruszał się, nie wydawał żadnego dźwięku. Jak w transie, zahipnotyzowany kolorowym szkiełkiem siedział i przyglądał się ukochanej. Minęły ze dwie godziny, kiedy Jennifer nagle się ocknęła. Powoli otworzyła oczy i skamieniała.

            Wokół było zupełnie ciemno, ale czuła, ze jego twarz jest obok. Wpatrywała się ze strachem w czarną otchłań przed jej oczyma. Wyobrażała sobie te dwie lodowate kulki patrzące z żądzą śmierci. Poczuła jak jej dłonie zaczynają się trząść. Nawet nie miała jak uciec. Coraz mocniej przytulała się plecami do kanapy a usta jej drżały niemiłosiernie. Ale on był coraz bliżej… Przerażenie rosło i rozsadzało jej narządy w srodku. Oddychała nierównomiernie, a ogółem mówiąc nie mogła złapać tchu. Strach dusił ją. Strach przed ciemnowłosym. Tak jak zrodził się w niej kilka tygodni temu i był niewielkich rozmiarów, tak teraz urósł i chciał rozedrzeć jej klatkę piersiową. Chociaż wokół było ciemno, w jej głowie rozgrywały się sceny budzące dreszcze. Łzy napłynęły jej do oczu i powolutku zaczęły przedzierać się na wolność. W końcu małe, srebrne łezki wypłynęły na jej policzek.

-Dlaczego płaczesz? – spytał Bill.

Niespodziewanie, znikąd pojawiła się jego dłoń, która brutalnie wytarła łzy. To jeszcze bardziej spotęgowało strach w dziewczynie. Zawyła cicho i jak oparzona podskoczyła. Przeszła przez oparcie kanapy i po omacku pobiegła do kuchni. Tam zapaliła światło i upadła na ziemie. Obok niej stał Kaulitz.

-Zostaw mnie! – krzyknęła.

-Odejdź! – wrzeszczała, i machała rękami, jakby próbowała odgonić od siebie złego ducha, który wciąż ją nawiedza i nie pozwala spokojnie żyć.

            Wciąż patrząc na bliźniaka wstała z podłogi oparła się o blat. A on, niewzruszony nadal patrzył na nią tym swoim morderczym wzrokiem. I znowu nie mrugał oczami… Słabe światło padające na twarz Kaulitza sprawiało wrażenie, ze chłopak jest postacią stworzoną tylko z koloru czerni i szarości. Jego ciemne oczy rozświetlał blask żarówki, a to powodowało, ze był jeszcze mroczniejszy. Czarne włosy wokół jego twarzy wiły się jak węże gotowe zabić.

            Nie myśląc trzeźwo, brunetka chwyciła pudełko z tabletkami uspokajającymi i wzięła ich garść. Rece odmawiały jej posłuszeństwa i tak drżały, ze większość pigułek wypadła z dłoni i potoczyła się po ziemi.

-Nie patrz tak… - szepnęła gdy połknęła trzy tabletki.

-Proszę… - dodała, gdy poczuła, ze kolejne łzy zbierają się pod powiekami.

            Przeraźliwy śmiech Billa odbił się od ścian i trafił do uszu dziewczyny. Nie była to pogodna melodia, która koiła zmysły, lecz przeraźliwy śmiech szaleńca. Ciarki przeszły po plecach Jen.

-Jesteś potworem – szepnęła i wykazując się wielka odwagą przeszła obok ciemnowłosego. Prawie upadła, gdy przechodząc jego śmiech jeszcze głębiej trafił do jej uszu i pędem pobiegła w stronę schodów. Oddalała się od źródła psychopatycznego głosu ukochanego, lecz w jej głowie nadal rozbrzmiewał chichot, który doprowadzał do szału.

Zamknęła się w łazience na cztery spusty i przesiedziała tam resztę nocy, wciąż przypominając sobie straszne chwile, które przeżyła w salonie.

 

Wczesnym rankiem, Tom poderwał się z łóżka. Chciał jak najszybciej pozałatwiać sprawy w Internecie i móc już swobodnie cieszyć się nowym, pięknym dniem. Przeciągnął się parę razy, jak wybrudzony kot i usiadł do sprzętu.

-No, szybko mi poszło – stwierdził po jakimś czasie. Wyłączył komputer, a w monitorze odbiła się postać jego brata, stojąca tuż za nim. Drediarz zdziwił się. „Przecież usłyszałbym skrzyp podłogi i szczęk klamki…” – pomyślał trochę nerwowo.

-Co byś chciał? – zapytał pogodnie i odwrócił się do brata z uśmiechem.

-Zabić cię – odrzekł zimno bliźniak i groźnie spojrzał na starszego Kaulitza.

-Co?! – Toma zamurowało. Wystraszył się i podniósł powoli z krzesła. Jednym szybkim ruchem złapał brata za gardło i ścisnął je.

-Znowu się naćpałeś? Gdzie jest Jenny? Co jej bydlaku zrobiłeś? – sapał przez zaciśnięte żeby, lecz to nie robiło większego wrażenia na Billu. Wzruszył obojętnie ramionami, a potem uśmiechnął się. Rozwścieczony Tom, z wymalowanym strachem na twarzy potrzasnął bratem jak kukiełką.

-Co ty robisz?! Puść mnie! – wrzasnął nagle Bill.

-Gadaj gdzie jest Jen? – spytał Tom. Zauważył zmianę w spojrzeniu brata. Było jakieś inne…

-Nie wiem! Puszczaj! – ciemnowłosy wyrwał się bliźniakowi i spojrzał na niego z wyrzutem.

-Sorry – odchrząknął starszy Kaulitz i nagle go oświeciło.

-Zostań tu i nigdzie się nie ruszaj! – wrzasnął i trzasnął za sobą drzwiami.

            Poszedł do sypialni obok i zawołał:

-Jennifer, gdzie jesteś?

-Tom, to ty..? – usłyszał słaby głos dochodzący z łazienki.

-Tak.

            Kluczyk przekręcił się, a łazienki wypadła brunetka prosto w objęcie Kaulitza.

-Co się stało? – zapytał i pogładził brązowe fale.

-Nic… - szepnęła dziewczyna i wtulił się na chwile w jego ramie.

-Coś ci zrobił? – dociekał zdenerwowany chłopak.

-Nie, nic – „No, dość już tych czułości” – stwierdziła Jenny i oderwała się od bliźniaka.

-Na pewno? Blada jesteś… - Tom przyłożył dłoń do czoła brunetki, sprawdzając czy nie ma temperatury.

-Jest okay… - skwitowała.

-Cos ode mnie chciałeś? – odgoniła wspomnienia zeszłej nocy i zagaiła rozmowę.

-Tak… Domyśliłem się, co się w tym cholernym domu dzieje.

            Dziewczyna ze znakiem zapytania w oczach spojrzała na Dredziarza.

-Pamiętasz jak lekarz mówił o „drugim życiu”, że powoduje silne halucynacje, czasem schizofrenie, a nawet rozdwojenie jaźni?

-Pamiętam.

-Wiesz, ze ten narkotyk wpływa na tę cześć mózgu, która właśnie zajmuje się takimi rzeczami. Nie masz czasem wrażenia, że Bill w jednej sekundzie potrafi…

-…być taki jak kiedyś, a już chwilę potem chce cię zabić – dokończyła Jennifer wpatrując się martwo w książkę, której nadal nie przeczytała i nadal nie wiedziała kto jest ojcem dziecka Lizy.

-Dokładnie. Najlepiej to można zauważyć w jego oczach… Nie myślisz, ze to może być...

-Rozdwojenie jaźni? – zapytała brunetka.

-Właśnie… A to znaczy, że mój brat, czasem robi jakieś rzeczy wbrew sobie. Jest świadomy swoich czynów, ale nie ma nad nimi kontroli. Bo tak jakby, właśnie wtedy ta druga osoba przejmuje nad nim panowanie…

            Zaskoczona Jenny usiadła na łóżku. To wszystko wydawało się być jej książką. Miała trochę suchych faktów, ale nic nie układało się w całość. Brakowało jej pewnych elementów…

-To znaczy, ze gdy chciał mnie zgwałcić, nie był sobą?

-Tak… Niestety, tak to działa.

-I co teraz?

-No… Przede wszystkim trzeba mu to uświadomić… - Tom podrapał się po głowie w geście zmieszania.

-Ty to zrobisz. Bo ja nie mam serca – stwierdziła dziewczyna.


mrr;*
honda-th 2008-03-22 16:15:46
skomentuj to co napisały Honda i Zozol...:) ( a już jest (4) komentów )
Miauuu!

Po czasie, druga cześć opka. Sorry ze tak długo... Ale pociesze was, już skonczyłąm to opko...

Kolejne łzy nieba spływały po oknach, coraz więcej błyskawic rozcinało niebiańską otchłań. Nadal opatulona, starym swetrem, nadgryzionym już przez mole. wpatrywała się martwym wzrokiem na widok za szyba. Podziwiała deszcz i burze… A może ten respekt zrodził się w strachu? Oczy brunetki dojrzały jej odbicie w szkle. „Musze pozbyć się tego swetra… Nie do twarzy mi w czerwonym…” – stwierdziła. -Znowu to samo – westchnął starszy Kaulitz patrząc na brata majaczącego coś do siebie w błogim stanie chwilowego szczęścia. Na zimie leżała kolejna strzykawka…-Nie mam już do niego siły. Jutro zdecydowanie musimy jechać do tej klinki leczenia uzależnień… - mówił Dredziarz sam do siebie.            Zdepnął strzykawkę, która pęka pod ciężarem jego nogi. Jeszcze raz spojrzał na Billa z litością w orzechowych tęczówkach. „Gdzie ty to chowasz? Skąd ty to do cholery masz?” – pomyślał i łapiąc ciemnowłosego w pół położył go na łóżku.            Wyszedł z pokoju, tak jakby nie bardzo przejmował się tym co się dzieje. Znalazł Jennifer na dole. Dziewczyna siedziała skulona na białym, wygodnym fotelu i czytała książkę przy świetle lampki stojącej obok na Ziemii.-Jen, przykro mi… - westchnął.-Wiem, wiem. Nic nie mów – odparła sucho i zagłębiła się w lekturze. Kaulitz poszedł do kuchni z miną zbitego psa.            Minęły kolejne ciche godziny. Nie wydarzyło się nic. Ten czas można by było wyciąć z życia i nikt nie zauważyłby, że go brakuje. Jenny nadal siedziała na fotelu i zmuszała się, by śledzić dalsze losy głównych bohaterów. „Ona go kochała, ale on miał inna i tamta zaszła w ciąże... Powoli.. Ale która była w ciąży? No nieważne.. No i w końcu tej drugiej dziewczynie umarła siostra, a on zakochał się w jeszcze innej i wziął ślub. Ale że niby z jaką?” – w głowie Jen nic nie układało się w sensowna całość. Wytężała umysł i za wszelka cenę chciała to jakoś poukładać.-Jenny… - rozmyślania przerwał jej ciepły głos. Ten sam, który kiedyś przemawiał do niej z czułością i podnosił na duchu.-Tak Kochanie? – odezwała się nawet nie patrząc na chłopaka.-Przepraszam… Ja nie chciałem… Ja nie wiem co się ze mną dzieje, nie mam nad tym kontroli… - jąkał chłopak w przypływie poczucia winy.-Jutro zabierzemy cię do kliniki leczenia uzależnień – poinformowała go brunetka.-Dobrze, ale nie złość się… - ciemnowłosy klęknął u stóp dziewczyny i spojrzał na nią spode łba. Srebrzyste łezki, gotowe do wypłynięcia szkliły się w jego oczach.-Nie złoszczę się – Jennifer potrząsnęła przecząco głową.            Wstała z fotela i usiadła na kanapie.-Chodź tu do mnie… - szepnęła wpatrując się w ogromne drzewa za oknem, które szumiały tworząc swego rodzaju muzykę. Bill położył się i oparł swoją głowę na kolanach brunetki.-Ja naprawdę nie chciałem – łkał cicho i podciągał nosem.-Eh… Uspokój się  – nadal przyglądając się przyrodzie za szybami Jen pogłaskała ukochanego po głowie. Właśnie jakiś kolorowy ptak wyleciał spomiędzy konarów jednego z wielkich dębów. Zaćwierkał wesoło i usiadł na parapecie. Dziewczyna uśmiechnęła się do ptaszka i dodała:-Zaśnij i odpocznij sobie trochę.            Godzinę później bliźniak spał już jak małe dziecko. Musiał zasnąć naprawdę głęboko, bo nie rzucał się i nie budził spocony co chwile. Jenny była aż zdziwiona, ze Kaulitz śpi tak spokojnie. Dawno już nie widziała lekko uśmiechniętego chłopaka pogrążonego gdzieś tam w krainie marzeń. Zazwyczaj Bill skręcał się na wszystkie strony pod wpływem koszmarów, które wciąż go dręczyły, a jego twarz wyrażała strach i ból…            Powolutku i delikatnie ujęła głowę ciemnowłosego w dłonie, wstała i ułożyła go na kanapie. Złapała fioletowy koc w pomarańczowe paski i nakryła nim bliźniaka. Stwierdziła że czas cos ugotować na obiad, więc poszła do łazienki umyć najpierw ręce. Przejrzała się wielkim lustrze tuż nad umywalką lecz nie zanotowała żadnych zmian. Odkręciła kurek z ciepłą wodą i namydliła dłonie.            Nagle przeszył ją dreszcz. Zaniepokojona spojrzała w lustro i zastygła w bezruchu. Tuż za nią stał Bill i wpatrywał się dwoma ślepiami w jej oczy odbite w szkle. W Jego wzroku, było coś złowieszczego, morderczego. Jego orzechowe tęczówki, w tej chwili nienawidziły wszystkiego co się rusza. „Przecież jeszcze chwilę temu spał tak smacznie… A teraz wygląda jakby chciał mnie zabić…” – ze strachem stwierdziła brunetka.            Chwila napięcia między dziewczyna a chłopakiem przedłużała się. Nie wykonywali żadnych ruchów. Bill stał jak skamieniały posąg, nawet nie mrugał oczami. Ta rozdzierającą cisze przerywał tylko szum lecącej wody z kranu. W końcu Jen nie mogąc już opanować coraz szybszego oddechu odezwała się:-Nie śpisz już? Dlaczego wstałeś? – zapytała bezsensownie. Na jej usta cisnęły się zupełnie inne pytania… Chłopak nie odpowiedział. Stał jak wcześniej tuż za nią, spoglądał w lustro, tym swoim groźnym wzrokiem. Jenny ze świstem wypuściła powietrze z płuc.-Bill, gdzie jesteś? – nagle odezwał się głos Toma dochodzący z salonu.-Tutaj – krzyknął chłopak ciepłym i wnet wesołym głosem, lecz jak na złość nadal nie zmienił swojej pozycji ani miny.-Co wy tu robicie? – spytał starszy bliźniak, gdy zauważył przerażona dziewczynę, które stoi bez ruchu, a woda z kranu leje się na potęgę.-Przyszedłem zapytać Jennifer, co dzisiaj na obiad – wytłumaczył Bill i nareszcie oderwał wzrok od lustra spoglądając pogodnie na brata.-Ahaaa… Jen…? - Drediarz i zmrużył oczy, lecz nie domyślił się niczego.            Dziewczyna tak nagle jak zamarła, tak obudziła się i dokończyła swoja czynność.-Zaraz coś wam ugotuję – wyszeptała i wyszła nie patrząc na braci.-Dom wariatów… - mruknął Tom do siebie kręcąc głową. Młodszy Kaulitz uśmiechnął się blado i spojrzał w lustro…             Przez całe popołudnie dziewczyna unikała ciemnowłosego. Nawet nie śmiała mu spojrzeć w oczy, by nie zobaczyć tego co wcześniej. Zaszyła się w ich wspólnej sypialni i na nowo zaczęła scalać losy bohaterów jej książki. Powoli Kostka Rubika układała się w całość…-Dobra, to już wiem, ze to Liza była w ciąży… Jezu, jakie to skomplikowane… Ale to w końcu nie Steve był ojcem. A kto w takim razie? Kurde – przerzuciła kilka stron do tyłu, by ponownie przeczytać ten rozdział.            Skrzyp drzwi odwrócił jej uwagę. Do pomieszczenia wszedł Bill. Brunetka od razu spuściła głowę.-Jen... – chłopak kucnął naprzeciw jej, za wszelka cenę chciał zwrócić na siebie jej wzrok.            Jennifer jednak zdobyła się na odwagę i już po chwili jej serce biło szybciej pobudzone wspomnieniami. To te same oczy, które kiedyś zauważyła na przystanku… To te same tęczówki, w których rozpływa się gdy on ją całował… To ten sam, wciąż uśmiechnięty, kochany Bill…            Ciemnowłosy złapał ją mocno za nadgarstki i powiedział ostro:-To teraz się zabawimy.            Jak na zawołanie, jego oczy przybrały „nowy” wygląd. Rozszerzone źrenice, skute lodem i otulone czymś w rodzaju rdzy, niźli czekolady wpatrywały się w dziewczynę.-Nie – mruknęła i wyrwała ręce ukochanemu. Gwałtownie wstała z fotela i goniona strachem podbiegła do drzwi.-Nigdzie się nie wybierasz – spokojnie rzekł bliźniak i z hukiem zatrzasnął drzwi, tuż przed nosem swojej dziewczyny. „Co w niego wstąpiło? To te narkotyki?” – gorączkowo myślała Jenny. Stanęła plecami do ściany. Czuła jak chłód betonu przechodzi na jej ciało. Nagle jej skóra spotkała się z gorącym oddechem. Czuła go na swojej szyi… Wystraszyła się. On był za blisko… Dłonie ciemnowłosego zaczęły rozpinać fioletową bluzkę. Guzik po guziku, napawał swój wzrok ciałem brunetki.            Jen nie wierzyła że to się dzieje. Kilkakrotnie potrząsała głową by obudzić się z tego snu… Była w potrzasku. Kompletnie nie znała człowieka, który właśnie ją rozbierał. „To nie jest mój ukochany, to nie jest Bill…” Ocknęła się, gdy poczuła usta chłopaka na swoim dekolcie.-Powiedziałam nie! – wrzasnęła odpychając od siebie Kaulitza.-Ty…! – krzyknął ciemnowłosy i podniósł rękę. Jego przeraźliwe oczy błyszczały żądzą zemsty i śmierci. Jen zamknęła oczy i przygotowała się, by poczuć piekący ból, a łza wypłynęła z jej oka. Łza żalu do świata… Otwarta dłoń, już miała uderzyć jej policzek z całej siły, kiedy zatrzymała się tuż przy skórze. Nieoczekiwanie oczy Billa ponownie stały się kochające, a usta wygięły w smutną podkówkę… Zamrugał oczami, jakby kompletnie nie wiedział co się dzieje wokół i chciał coś powiedzieć, pogłaskać Jenny po twarzy, lecz Tom rzucił się na niego, gdy wszedł do pokoju i zrozumiał jaka sytuacja zaistniała przed chwilą.-Ty draniu! – całym ciężarem swojego ciała przygwoździł brata do podłogi.            Bliźniacy dyszeli ciężko. Młodszy Kaulitz leżał nie mogąc się ruszyć i odwrócił głowę w stronę okna. Tom nie mogąc już opanować złości, która rosła w nim od kilku dni złapał brata za ramiona i zaczął nim potrząsać.-Opanuj się do cholery! Kim ty jesteś?! – wrzeszczał.-Tom, puść go… - mruknęła brunetka widząc co się dzieje.-Nie potrzeba nam jeszcze teraz wizyty w szpitalu – dodała już spokojnie patrząc na twarz ciemnowłosego, którą przysłaniały czarne jak smoła kosmyki.            Dredziarz puścił swojego brata i stanął obok Jen, obejmując ją ramieniem. Bill od razu doczołgał się do łóżka, oparł się o nie plecami. Kolana podciągnął pod brodę, a twarz schował miedzy nogami.-Nic ci nie zrobił? – spytał starszy Kaulitz patrząc z zatroskaną mina, jak dziewczyna zapina guziki bluzki.-Nic – odparła i wyszła.

CDN

A tu jeszcze macie linki:

www.sweetimmortal.fbl.pl

www.miserry.fbl.pl

Pierwszy to mój fbl <zozol.>, a drugi to fbl mojej siostry<honda>.


BYE BYE
;*


honda-th 2007-12-20 19:49:58
skomentuj to co napisały Honda i Zozol...:) ( a już jest (18) komentów )
Helołł ;]

tak na szybko dodaję opko HONDY. ;D
pzdr ;*

Tom (jak to Tom;) puścił oczko Oliwi, a Bill uśmiechnął się do Igi...
Ollie prawie co nie zemdlała (nie dziwię się x) , bo po raz pierwszy jakiś chłopak zwrócił na nią uwagę, a Iga – była poważna, ale w środku cieszyła się że idol tysięcy nastolatek uśmiechnął się właśnie do niej…
Dziewczyny stanęły obok drzwi, a Michał poszedł do swojego kolegi.
Krzyk dzieci rozległ się po całej sali. Tokio Hotel nie było zdziwione wrzaskami, bo podobnie jest na ich koncertach.
Gdy krzyki uległy i nastąpiła cisza, kapela usiadła w fotelach a wokalista rozpoczął przemówienie.
- Ekhm. Yyy... Hej! Witam serdecznie was – dzieci oraz nauczycieli. Po raz pierwszy organizujemy taką akcję charytatywną. Zapewne wiecie, że na własność tego Domu Dziecka przekażemy 30 gitar elektrycznych. Yy... Dziękuję. – powiedział. Widać było, że denerwował się. Oczywiście były oklaski, gadanie pani dyrektor i takie tam inne... Kiedy przyniesiono gitary, wszyscy je oglądali, ale pełno fanek oblegały zespół.
- Fuu, gitary. I wszyscy to lubią. O zgrozo! – zagaiła Igi.
- Noo... Nudy. Może wyjdziemy na dwór na plac zabaw.? – zapytała Ollie.
- Ok. – rzuciła Ginn i popędziły na huśtawki.
Dziewczyny huśtały się i rozmawiały o różnych rzeczach. Siedziały tam chyba z pół godziny. Wreszcie Iga oznajmiła, że musi iść do kibelka. Tak więc powolnymi ruchami wstała z huśtawki i leniwym krokiem poszła do WC. Otworzyła drzwi. Jej oczom ukazał się widok obleśnej i zarośnietej toalety. Umywalki były wciąż brudne, brakło papieru toaletowego, a w prawie wszystkich kabinach były popsute zamki, więc nie sposób było zamknąć się i spokojnie załatwiać swoje potrzeby ;P Dziewczyna bez namysłu otworzyła pierwsze lepsze drzwi a tam ujrzała... jakiegoś sikającego kolesia w wieeelkich spodniach i w dredach! Zdziwiła się i zaczęła się drzeć.
- AAAA! AAAA!
- SORRY! AAAA! – krzyknął chłopak.
Wreszcie przypomniała sobie, że wciąż patrzy na sikającego gostka. To był ten koleś z Tokio Hotel!
- AAAA! SORRY! – wrzasnęła brunetka i z hukiem trzasnęła drzwiami i uciekła do toalety obok. Usłyszała spłukiwanie wody i energiczne wybiegnięcie z kabiny. Po kilku sekundach ktoś zaczął pukać do jej kibla.
- AAAA! SORRY! SORRY! – darł się facio i miał zamiar wyjść z toalety, lecz kiedy otworzył drzwi... zderzył się z Oliwią! Stanął jak wryty.
- AAAA! SORRY! – krzyknął dredziasz, gdy wrócił ‘na ziemię’.
- AAAA! SORRY! – zaczęła drzeć się Oliwka. Igi wyszła ze swojej kabiny i stanęła przed pierwszą przy drzwiach.. Wszyscy patrzyli na siebie z przerażeniem. Wyglądali jak pociąg do Kibelko-Landii. Prawie wszyscy mieścili się w jednej kabinie (obok siebie). Niespodziewanie główne drzwi od łazienki otworzyły się i uderzyły chłopaka i Oliwię. Ginn pchnięta przez pozostała dwójkę, usiadła na sedesie. Dredziasz nie mając za wielkiego wyboru, usiadł Idze na kolanach, a Ollie jak to Ollie wylądowała na rękach chłopaka. Do łazienki powolnym krokiem wszedł wokalista TH. Przeraził się widokiem w jednej z kabin i wrzasnął dusząc się ze śmiechu.
- AAAA! Sorry! Chyba przeszkadzam!
- Nie, nie! My tak... przez przypadek! – powiedziała zburaczona Iga i wstała z kibla zwalając Toma i Oliwię z kolan. Oczywiście Oliwka leżała plackiem na ziemi, a Dredziasz siedział na niej. Kiedy chłopak wstał, podał rękę Ollie. Zawstydzona skorzystała z pomocy. Była zachwycona. Nagle wszyscy wybuchli donośnym i skrzekliwym śmiechem. Kilka minut później Dredziasz zabrał głos.
- A tak w ogóle to jak się nazywacie? Ja jestem Tom, a to mój brat bliźniak Bill.
- Ooo, ja jestem Oliwia, a to Iga.
- Miło mi. – wysuszył zęby Bill.
- To było co najmniej dziwne, że słyszałem jakieś krzyki w kibelku i no przyszedłem za głosami. – śmiał się wokalista. Reszta zaczerwieniła się.
- No bo ja pomyliłem damską a męską... – tłumaczył się Tom.
- Coś Ty. Domyśliłam się :P – zagaiła Igi.
- A ja tu przyszłam bo Igi dłuuuuugo nie było. – powiedziała z uśmieszkiem na twarzy Ollie. Wszyscy zapomnieli że nadal stoją w toalecie damskiej. I właśnie w tej samej chwili jakaś kobieta otworzyła drzwi i z oburzeniem spoglądała na Toma. Smyrała się po wargach oczo-jebną czerwoną pomadką xP Chłopacy od razu uciekli z pomieszczenia.
- Uff... Myślałem że mnie zabije xD – rzucił z przejęciem Tom.
- Ale Ciebie na pewno by nie zabiła, Billko. – uśmiech pojawił się na jego twarzy.
- HA HA HA. Ale masz dżołka. Dziewczyny, a może dacie się gdzieś zaprosić? – zapytał młodszy bliźniak.
- Hym. Bardzo chętnie. – uśmiechnęła się Iga.
- Super, wyjebiście.
- Gdzie idziemy.? - spytała Ginn.
- Może... Kino? - zaproponował Bill.
- Joaa, mi tam pasi.- zagaiła Ollie.
- Ok.
Dziewczyny na początku chciały jakąś komedię romantyczną (mam na myśli Igę, Ollie i... Bill’a xp), ale poszli na film oparty na faktach, pt.: ”Światełko w tunelu”.
Akcja filmu była straszna.
„Pewien chłopiec miał wypadek samochodowy razem z rodzicami. Rodzice wyszli cali i zdrowi. Mieli dość małe obrażenia, lecz ich syn dusił się. Sytuacja była poważna. Gdy został dowieziony do szpitala nagle miał atak. Lekarze uratowali go, ale byli pewni powtórzenia się sytuacji. Chłopak był bardzo przestraszony. Kilka miesięcy później wrócił do domu. Wydawało się, że ‘choroba’ minęła. Niestety, pewnej nocy znów doznał ataku. Pojechali do szpitala. Lekarze zdiagnozowali, iż trzeba przeprowadzić płatne leczenie. Rodzina nie wyobrażała sobie tego, ponieważ nie miała funduszy na drogą rehabilitację. Rodzice chłopca sprowadzili go do domu. Chłopak na początku był w pełni normalny. Mógł chodzić, mówić, jeść, słyszał, widział. Wszystko zaczęło się pogarszać. Przestał chodzić i mówić. Rodzina była bardzo zmartwiona sytuacją. Chłopiec pogrążał się w pełni niepełnosprawnego człowieka. Miał ogromne trudności z przełykaniem śliny. Rodzice uzbierali pieniądze i zakupili jedną z najtańszych maszyn, ułatwiającą mu życie, oraz ‘zatrudnili’ pielęgniarkę do opieki nad nim. Niestety ona nie wytrzymała emocji. Zwrócili się do innych mieszkańców miasta. Pewien mężczyzna zaproponował opiekować się chłopcem bez opłat. Pochodził znad morza śródziemnego i był o czarnej karnacji. Porozumiewał się z chłopcem przez migi. Czytał mu książki, uczył go mówić i chodzić. Przy nim chłopak zrobił postęp. Zagadał do swojej mamy, aby mu przeczytała książkę. Wszyscy byli szczęśliwi, że wydusił z siebie tak proste, lecz dla niego bardzo trudne zdanie. Powoli zaczął się rozwijać. Zaczął mówić coraz częściej. Gorzej było z chodzeniem, lecz dawał sobie radę z przyjacielem. Pewnego dnia, murzyn przeprowadził rozmowę z chłopcem. Tłumaczył mu co oznacza światełko w tunelu. Dzień później obudziły wszystkich jęki. Chłopak zaczął krzyczeć, że widzi własnie to światełko. Murzyn podbiegł do niego, złapał za rękę i kazał dążyć do źródła światła. Kilka dni później odbył się pogrzeb chłopaka...”

Podczas filmu wydarzyły się nieprawdopodobne sytuacje...

C.D.N.


je je je xp
a dziś miała próbny po 6 kl. ;D
temat 'U lekarza' xD
idę.
paa ;* < 3
Hondaa
honda-th 2007-11-22 20:42:21
skomentuj to co napisały Honda i Zozol...:) ( a już jest (10) komentów )
Helou ;D

dawno nie było notki...
wiem, wiem.
opko nie będzie za szybko.
jeszcze tak z 30 komentarzy to ok xP
jakieś warunki MUSZĄ być ;D
no to może tak:
TH wydało nowy singiel, ale chyba to wszyscy wiedzą ;p
'Ich bin da(An deiner seite)'
do niegoo jest dołączona nowa piosenka : '1000 meere' (1000 mórz).
jest ZAJEBISTA.!
tak jak teledysk. ;D
a tu macie link do 'Ich bin da': [klik.] (są ujęcia z koncertu z Polski.! ;) , a tu do '1000 meere': [klik.]

no. xP
pozdrawiam <33 ;*
Honda się kłania ;D
honda-th 2007-11-09 22:50:49
skomentuj to co napisały Honda i Zozol...:) ( a już jest (8) komentów )
 
Tokio Hotel Toplista SONDA:Najbardziej męski jest... Bill
WYNIKI SONDY
SONDA:Tokio Hotel ma zagrać w...
WYNIKI SONDY
SONDA:Styl Tokio Hotel jest kreowany
30% TAK ; 70% NIE (87 głosów)
SONDA:PRZYJAZD TOKIO DO POLSKI
85% TAK ; 15% NIE (286 głosów)
SOMETHING ELSE
Mądry blog, o mądrych sprawach z mądrym opowiadaniem...;] Wejdź tu, przeczytaj, wyraź się i sprawdź kim lub czym jesteś...
Zwykły blog o niezwykłych sprawach;] Życie i problemy nastolatki takiej jak MY;] Zapraszam;]
Blog Daruli;) Cool blog Dari... UWIELBIAM GO!(Honda:)
Blog Misi-Kisi!! Coś dlka miłosników koników...;] Chcesz wirtualnie zaadoptować konia? Nie ma na co czekać! Zapraszam!
Blog mojego przyjaciela! Nie głupi blog, o nie głupich rzeczach.
Oceniamy blogi!! Tutaj możecie zgłosić swojego bloga, lub stora, a ja (Zozol) i Daria ocenimy go i przyznamy punkty:)

WAŻNE
WOŚP - Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy Informacje o finałach WOŚP'u. Koniecznie looknijcie!
Strona new telefonii komórkowej:D Świetna aniketa... POLECAM!
Historia Ozze`go Wstrząsający czyn "człowieka"...
A tu miałyśmy jechać na obóz !!! Miały być szanty, łódki, ogniska i tańce ...
ODWIEDZAJ znalezione.pl znalezione.pl dało nam konta, miejsce i etykietki

TOKIO HOTEL
Blog Najki z opkiem o TeHa :) Blog z opowiadaniem o Tokio Hotel, polecam :)
Opko warte przeczytania;] Wzruszające opko o Tokio Hotel , dla czytelników z mocnymi nerwami.
Blog Hondy jak zwykle o...TEHA!;) Nom...Jak mówiłam MOŻE wkleję nowe opko na tego bloga:)
Blogo czytelniczki mojego blogasa - Karolinki..;] Młody blogo, o nie tak młodym TH;} Cool opko. Wejdź i zostaw koma!
Blog Aneczki o TH!!;) Superbombastycznycoolerskiczadowskihiperfajowski blogasek o TH!! (sie rozpisałam...:)
Bardzo sympatyczny blogasek o Tokio Hotel ( a o czy innym ;) Coolerski blogasek o TH! Duzo zdjatek, notek, newsow...
Blog o Tokio Hotel, lecz bardziej o Tomie:) Bardzo fajny ,,mlody,, blogasek. Jest na nim bardzo duzo zdjec. Warto wejsc i skomentowac.
Opowiadanko o Roxy i Kaulitzach. Opowiadanko o zbuntowanej Roxy i Kaulitzach. Wejdź, przeczytaj i oceń!! :)
Blog Darii o Tokio Hoteliku + opowiadanko. Coolowski blog o TH, wzruszające opko o nieszczęśliwej dziewczynie. GO!
Blog Mooni o TH... Bardzo fajny blog!Polecam!!!:)
Teledyski i filmiki z TH!! Znajdziecie tu przeróżne filmiki i teledyski z TH!! Warto zwiedzić!
Stronka o TH! Jest na nim stor i zdjątka. Zapraszam!
Strona Magdy i Patrycji o Tokio Hotel. Zaje... strona o TH z opkiem. Warto wejść... Polecam!
TOKIO HOTEL Oficjalna strona zespołu Tokio Hotel

A TUTAJ SĄ MOJE TOP LISTY
BEST TH WWW Głosuj na naszą toplistę
Najlepsze WWW o TH
Najlepsze opowiadania o TH!!

Toplista najlepszych stron na świecie
Najlepsze polskie blogi i strony o Tokio Hotel!